Nie-poradnik prezentowy, czyli jak kupić trafiony prezent geekowi

Idą święta, więc w internecie pojawia się mnóstwo poradników prezentowych, w tym poradniki prezentowe dla Geeków. Postanowiłam więc wgryźć się w problem od trochę innej strony i z perspektywy geeka napisać wam o tym, co mnie zawsze w takich poradnikach drażni.

Nie ukrywajmy – w większości te teksty, są to rzeczy pisane w ramach współpracy z marką, więc mocno skupiające się na asortymencie danego e-shopu. To jednak jest w sumie zrozumiałe i nie mam zamiaru tutaj negować żadnych aspektów z tym związanych. Problem jednak pojawia się, kiedy poradnik świąteczny stara się być uniwersalny.

Uproszczenia i dążenie do uniwersalności w poradnikach prezentowych bardzo mnie irytują. Bo wielokrotnie zakłada się, że typowy geek na przykład musi być wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. A jeśli doda się do tego jeszcze fakt, że grudzień przez najbliższe kilka lat będzie miesiącem premiery kolejnych filmów z uniwersum, logicznym jest, że wszędzie pojawiają się gadżety związane z marką. I poradniki prezentowe idąc trochę po najmniejszej linii oporu sugerują, że tak, powinieneś/powinnaś kupić innemu geekowi zegarek/etui na telefon/portfel/torebkę/kubek/figurkę ze Star Wars.

Podobnie rzecz ma się w innymi wielkimi markami – miłośnikom komiksu zawsze poleca się prezentowanie komiksów lub gadżetów związanych z jedną z dużych marek (Marvel lub DC), zapominając, że komiks to nie tylko ci dwaj wielcy gracze i są też inne wydawnictwa i tytuły na rynku. Co jeśli wasz komiksowy znajomy lubi na przykład współczesny komiks francuski? Albo szuka czegoś nietypowego? Poradniki wam tego nie powiedzą i spędzicie kolejne godziny na przekopywaniu internetu w poszukiwaniu czegoś, co będzie się na prezent nadawać.

Tak samo rzecz ma się przy wyborze rodzaju prezentu – najczęściej sugeruje się kupienie geekowi kubka, zegarka lub etui na telefon. Na kolejnych miejscach w częstotliwości polecanych geekom prezentów jest sprzęt komputerowy lub akcesoria komputerowe itp. Dziewczynom-geekom za to doradza się kupować na przykład biżuterię fandomową. Tylko, że nie. Jest sporo osób, które nie byłyby zadowolone z kubka – bo na przykład nie piją herbaty albo nie zbierają kubków i nie przywiązują do nich wagi. Są kobiety, które nie noszą biżuterii. Przykłady mogę mnożyć, ale konkluzja może być tylko jedna – poradniki prezentowe sugerują nam „uniwersalne” prezenty, które wcale nie muszą być uniwersalne.

Czytającym geekom za to poleca się kupować książki. Ilekroć jednak przeglądam poradniki prezentowe dla geeków tyle razy spotkałam się z pozycjami, które w życiu nie trafiłyby w moje czytelnicze gusta. Najczęściej poradniki polecają pozycje gorące jak ciepłe bułeczki, czyli nowości wydawnicze lub dobrze usytuowane na rynku bestsellery. Albo książki nawiązujące tematycznie do najmocniejszych geekowskich marek (czyli powieści ze Star Wars czy inne).

Jak zatem uniknąć prezentowego faux pais? Nie sugerować się „uniwersalnymi” prezentami i poradnikami. Poznać jak najlepiej gust obdarowywanej osoby. A jak nie mamy pomysłu na to, co sprawiłoby przyjemność drugiej osobie, to najlepiej jej wprost zapytajmy o to, co chciałaby dostać na święta – osobiście wolałabym zrezygnować z niespodzianki na rzecz prezentu trafiającego idealnie w mój gust.

Sharing is caring!

3 thoughts on “Nie-poradnik prezentowy, czyli jak kupić trafiony prezent geekowi

  • 5 grudnia 2017 at 20:21
    Permalink

    W zasadzie ja mam głównie jeden problem z takimi zestawieniami (o którym po części wspominasz) – polecają głównie pewniaki: Tolkiena i Le Guin miłośnikowi fantasy, Lema, Dukaja i ewentualnie Wattsa miłośnikowi SF, czy tego nieszczęsnego Marvela/DC miłośnikowi komiksów. Podczas gdy jeśli koś jest naprawdę mocno zaangażowany, to albo te pewniaki już od dawna ma i kolejny egzemplarz mu niepotrzebny, albo z jakichś przyczyn nie chce ich mieć, więc tym bardziej mu niepotrzebne.

    Poza tym bony upominkowe są zdecydowanie IMO niedocenianą opcją. Osobiście naprawdę nie wymagam, żeby jakiś niezbyt bliski znajomy szczegółowo orientował się w zawartości mojej biblioteczki, aby dobrać mi odpowiednią książkę. Wolę, żeby dał mi bon do księgarni, bo to znaczy, że przynajmniej wie, że lubię książki. I nawet jeśli teraz nie ma nic, co chciałbym za tenże bon kupić, to w ciągu roku jego ważności pewnie takich premier będzie aż nadto.;)

    Reply
    • 5 grudnia 2017 at 21:58
      Permalink

      „polecają głównie pewniaki: Tolkiena i Le Guin miłośnikowi fantasy, Lema, Dukaja i ewentualnie Wattsa miłośnikowi SF, czy tego nieszczęsnego Marvela/DC miłośnikowi komiksów. Podczas gdy jeśli koś jest naprawdę mocno zaangażowany, to albo te pewniaki już od dawna ma i kolejny egzemplarz mu niepotrzebny, albo z jakichś przyczyn nie chce ich mieć, więc tym bardziej mu niepotrzebne.” – o to, to, to jest rzecz, o której myślałam, ale nie zawarłam w tekście.

      Bony i tego rodzaju rzeczy są fajne, nie powiem, ale ja czasem lubię dostać konkretny przedmiot, niż kartę z dopiskiem „wydaj na co chcesz”. Chociaż ostatecznie bym nie pogardziła 🙂

      Reply
  • 7 grudnia 2017 at 17:20
    Permalink

    Warto mieć też jakiegoś szpiega, o ile nie zna się danej osoby całkiem nieźle. Kupowanie książek to trudna sztuka, gdyż trudno śledzić czyjeś postępy i zainteresowania bez regularnych rozmów albo bardzo dobrej znajomości. Ale tak poza tym, to zgadzam się z przesłaniem poradnika – choć pewnie Ci, którzy wolą iść na łatwiznę, nadal będą tak robić.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *