Na Ronusia z popielnika iskiereczka mruga… – „Baśnie Barda Beedle’a” J.K. Rowling

„Baśnie Barda Beedle’a” to jeden z trzech „hogwarckich podręczników” (choć w potterowskim lore nigdy nie były one wyróżniane jako podręcznik), które J.K. Rowling przygotowała kilka lat temu specjalnie dla czytelników serii o małym czarodzieju (obok „Fantastycznych stworzeń” i „Quidditcha przez wieki”). Niedawno dostaliśmy kolejne wydanie tych książek w odświeżonej szacie graficznej. Są piękne. Naprawdę piękne.

O treści „Baśni Barda Beedle’a” nie będę się dużo rozpisywać, warto jednak zauważyć, że Rowling bardzo mocno starała się stworzyć pozory „prawdziwości”, wciągnąć czytelnika do świata Pottera za pomocą zabiegu immersyjnego zastosowanego we wstępie, w którym mówi o tym, że „…jesteśmy wdzięczni pani profesor Minerwie McGonagall, obecnej dyrektor Hogwartu, za wspaniałomyślną zgodę na zamieszczenie ich [komentarzy napisanych przez Dumbledore’a] w tej książce…”. Pozwala to uwierzyć, że trzymamy najprawdziwszą książkę pochodzącą z magicznego świata. Z zabiegu tego na pewno będą zadowoleni młodsi czytelnicy – którzy być może wciąż czekają na swój list z Hogwartu.

Baśnie same w sobie są bardzo fajne i rzeczywiście różnią się od historii spisanych przez braci Grimm, Andersena czy Charlesa Perrault, jednakże ważniejsze od samych baśni dla mnie były „komentarze Dumbledore’a”, które wnoszą sporo do potterowskiego lore. Przede wszystkim warto spojrzeć na nie jako elementy budowania swojej własnej legendy przez Dumbka – wielokrotnie w komentarzach wspomina o swojej sympatii do mugoli, przeciwstawia swoje poglądy poglądom rodzin czystej krwi takich jak Malfoyowie. W swoich jednak wypowiedziach Albus wygląda to trochę, jakby traktował mugoli z pobłażliwością, z jaką traktuje się zazwyczaj młodsze i mniej rozgarnięte rodzeństwo.

W komentarzach Rowling przemyca mnóstwo bardziej lub mniej istotnych informacji dotyczących wykreowanego przez siebie świata czarodziejów, co świetnie poszerza stan wiedzy na jego temat. Warto jednak zauważyć, że niektóre z ujawnionych wiadomości są niedorzeczne i w ostateczności ośmieszają twórczość Rowling. Jak chociażby podana niemalże na marginesie notatka o profesorze Kettleburnie, który w historii swojego nauczania w Hogwarcie zawieszany był 62 razy za często niebezpieczne sytuacje, do których doprowadzał w szkole, w których mogli ucierpieć i uczniowie, i nauczyciele. Ba, podobno Kettleburn odszedł na emeryturę, by „pielęgnować to co mu jeszcze z ciała pozostało”[1]. To jeden z rażących problemów w serii książek o Harrym Potterze – świat wydaje się być całkiem logiczny i dobrze poukładany i wtem! autorka rzuca taką bzdurką, pokazującą, że albo nie do końca przemyślała sprawę, albo że czarodzieje to skrajnie nieodpowiedzialni ludzie (a przynajmniej część z nich, z dyrektorami Hogwartu na czele).

Czasami Rowling w komentarzach przemyca swoje poglądy na naszą rzeczywistość. W notce poświęconej „Czarodziejowi i skaczącemu garnkowi” ujawnia, że nie lubi tendencji (dość powszechnej w końcówce lat dziewięćdziesiątych i początku dwutysięcznych) do infantylizacji baśni i wyprania z ich pewnej dozy brutalności. Robi to wyśmiewając złagodzoną wersję „Czarodzieja i skaczącego garnka”, infantylną i słodko-lukrową aż do mdłości. W innym miejscu jeszcze porównuje bohaterki mugolskich baśni do bohaterek baśni czarodziejów, wskazując na to, że te drugie (znaczy się bohaterki czarodziejskich baśni), bo podejmują inicjatywę, a nie tylko biernie czekają na swojego księcia na białym rumaku. I choć rozumiem intencję (o więcej bohaterek, które coś robią), nie mogę się zgodzić z argumentem, że mugolskie baśnie promują tylko postawę księżniczki czekającej na wybawienie, bo jest też gros baśni, w których to dziewczynki biorą sprawy w swoje ręce i same szukają rozwiązania problemu. Mam wrażenie, że Rowling nie spojrzała na ten temat szerzej.

Na koniec jeszcze chciałabym powiedzieć słów kilka na temat wydania – jest absolutnie przepiękne. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy poprzednie wydanie było bogato ilustrowane, bo niestety nigdy nie miałam go w swoich dłoniach (w Polsce „Baśnie Barda Beedle’a” wydano w jakimś kosmicznie niskim nakładzie, co później skutkowało astronomicznymi cenami z drugiej ręki), ale to jest… cudowne. Tomislav Tomic, autor ilustracji dodał tej książce jeszcze więcej uroku i czaru. Polecam, jeśli wciąż się zastanawiacie czy warto – jest piękne i niedrogie, więc moim zdaniem wartę zainwestowania tych 25 złotych.

[1] Harry Potter i Więzień Azkabanu, s.60.

2 thoughts on “Na Ronusia z popielnika iskiereczka mruga… – „Baśnie Barda Beedle’a” J.K. Rowling

  • 30 maja 2017 at 14:53
    Permalink

    Na Dumbledore’a mówi się Dumbek? I się nie obraża? 😉

    A co do baśni – w ilu z tych „głównonurtowych” księżniczki mają tak sprawczą rolę?

    Reply
    • 30 maja 2017 at 15:35
      Permalink

      IMO Dumbek lepszy jest niż Dumbel 😀 Plus dopiero teraz uświadomiłam sobie tę grę słów (hihihi).

      Księżniczki może nie – ale Kopciuszek realizuje swoje marzenie – idzie na bal. Jej celem nie było poślubienie księcia, a pójście choć raz na bal. I jej determinacja ma moc sprawczą, bo choć musi otrzymać w tej kwestii pomoc od wróżki-chrzestnej, to myślę, że gdyby nie jej upór i dążenie do realizacji tego celu (o ile dobrze pamiętam Kopciuszek miała suknię, którą zniszczyły złośliwe córki macochy) to nie uzyskałaby takiej pomocy. Gerda może nie jest księżniczką, ale to przecież ona walczy o Kaja z Królową Śniegu. Bella w „Pięknej i Bestii” też ma sprawczą rolę – ratuje ojca z rąk Bestii, a potem ratuje Bestię od jego zaklęcia.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *