Martwi nie snują żadnych opowieści – „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”

Naprawdę nie wiem, co mam sądzić o „Klątwie Salazara”. Przez ten film cierpię na dysonans poznawczy i mam problem z wydaniem mu jednoznacznej opinii. Bo z jednej strony to produkcja lepsza niż „Na nieznanych wodach”, a z drugiej… cóż nadal całość wygląda jak fanfik do oryginalnej trylogii „Piratów z Karaibów”.

Mamy więc fanfikową wersję Willa Turnera w postaci jego syna oraz jego love interest, mamy też fanfikowego złola w postaci Salazara i jego przeklętej załogi (nie przypomina wam to Barbossy i przeklętej załogi Perły?) oraz wisienkę na torcie. W postaci fanfikowej wersji Jacka Sparrowa, z całą tą fanfikową przesadą i brakiem umiaru.

Henry Turner to skórka zdjęta z tatusia – to się akurat twórcom udało – stworzyć postać, która będzie niczym jej scenariuszowy ojciec ładowała się w najgorsze tarapaty i wykazywała się brakiem… rozumu

Postać grana przez Johnny’ego Deppa jest tak karykaturalnie przerysowana, że przestaje być śmieszna, staje się żałosna. I choć miewa momenty, w których błyszczy, jednak przez większość czasu mamy tu do czynienia z sytuacją, w której ktoś poszedł o jeden żart za daleko. Nie wiem, czy było to intencjonalne, czy nie ale widać tu zmęczenie materiału. I przez cały film błagałam o jedno – by ktoś w końcu skrócił jego cierpienia, zamykając w jakiś sensowny sposób jego wątek.

Złe cyfrowe odmładzanie bohaterów boli całe życie. A jeszcze bardziej boli jeśli ta „odmłodzona” postać mówi nieodmłodzonym głosem

Wracając jednak do fanfikowatości nowych „Piratów” – klasycznie, jak to już w tych gorszego sortu fanfikach bywa, twórcy retconują historię i wątki. Przepisują i zmieniają, odbierając zakończeniu trylogii cały jej pozytywny wydźwięk. No bo jeśli twórcy chcą nam wcisnąć, że Willa Turnera, który dobrowolnie (o ile tak można powiedzieć o facecie, który ma wybór śmierć albo bycie kapitanem Holendra) staje za sterami Latającego Holendra i zgadza się wypełniać jego misję (przez co zdejmuje z załogi klątwę, przez którą wyglądają jak ryboludzie), dosięgnęła jednak jakaś forma klątwy a on sam jest na Holendrze uwięziony… to ja wysiadam. Serio, wiem, że trzeba dać jakąś motywację jego synowi do tego, żeby wplątał się w całą tą fabularną kabałę, ale no nie niszczcie tego pozytywnego zakończenia, jakie miało „Na krańcu świata”[1].

Salazar to piękna postać i całkiem nieźle zagrana, ale jak na wielkiego El Matador del Mar to chyba trochę zbyt tępy, no chyba że wszyscy ci piraci, których pokonał byli głupsi od niego…

I tutaj dochodzimy do kwestii fabuły nowych „Piratów”, która jest dość niedorzeczna. Bo nawet jeśli uznamy tą zmianę w historii rodziny Turnerów, to nadal motywacja drugiej z głównych postaci jest dziwna i zupełnie niewytłumaczalna. Henry chce zdjąć „klątwę” z ojca, co jest całkiem zrozumiałym motywem, jednak co kieruje panią naukowiec, która nie wierzy w rzeczy nadnaturalne do poszukiwania nadnaturalnego artefaktu? Carina jest… wewnętrznie sprzeczna, bo z jednej strony wierzy w Trójząb Posejdona™, Mapę-Której-Nie-Może-Odczytać-Żaden-Człowiek™ i magiczne rubiny, które są w stanie pokazać niewidzialny tekst, a z drugiej strony jako super-hiper-naukowiec, który poprawi każde równanie, odrzuca istnienie klątw, upiorów i potworów morskich. Jak oni to w sumie podsumowali w filmie? Chciała udowodnić wszystkim, że nie jest szaloną czarownicą, za którą ją mają, w związku z czym szuka magicznego artefaktu, w którego istnienie nikt nie wierzy?

Czy Czarna Perła trafiła do butelki w „Piratach z Karaibów: Na nieznanych wodach” czy może pomiędzy 4 a 5?

Generalnie co do postaci Cariny mam wątpliwości – chciano tutaj pokazać, że mamy do czynienia z silną protagonistką, niezależną panią naukowiec, która chce udowodnić, że w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie miejsce kobiet nie musi znajdować się tylko w domu przy dzieciach. Jednak tak jak w przypadku całego tego filmu przesadzono – zrobiono z ciekawie zapowiadającej się postaci przemądrzałą Hermionę na sterydach, poprawiającą kogo się da i na każdym kroku koniecznie starająca się udowodnić swoją wyższość nad wszystkimi. Chciano pójść w stronę postaci, która jest jeszcze bardziej buntownicza i niezależna niż Elizabeth Swann. I przesadzono, bardzo mocno przesadzono.

Wizualna strona filmu to cudeńko, choć miałam wrażenie, że twórcy nie wiedzieli czy postawić na bajkowość czy brudny realizm

Jak to w fanfikach bywa, również w „Klątwie Salazara”, mamy również tego złego. I chciałabym powiedzieć, że kapitan Salazar jest naprawdę świetną postacią… ale nie jest. To znaczy ma piękny design postaci, jest bardzo fajnie zagrany, jednak jest po fanfikowemu głupi. Jeszcze jako człowiek wykazuje się głupotą, którą przypłaci życiem swoim i załogi. Potem podejmuje również idiotyczne decyzje jako upiór-kapitan – wiedząc, że nie może stanąć nogą na suchym lądzie, pchany imperatywem kieruje się jednak na ląd i właściwie już ma złapać Jacka i resztę, kiedy… przypomina sobie, że jednak nie może wyjść na ląd. Potem potrzebuje podpowiedzi od Barbossy, żeby dojść do prostych wniosków, z którymi poradziłoby sobie dziesięcioletnie dziecko.

To jeden z najbardziej błyskotliwych pomysłów tego filmu – zombie-rekiny

Jest w „Zemście Salazara” spory potencjał komediowy, po części wykorzystany, jednak w dużej mierze, przesadzono z ilością żartów. Weźmy dla przykładu scenę z rabunkiem banku na samym początku filmu. Wszystko byłoby zabawnie, gdyby ta sekwencja nie była tak rozciągnięta w czasie (trwa dobrych kilka minut). Świetnie za to poradzono sobie w przypadku wydobywania Perły z butelki – idealnie zagrano tu humorem sytuacyjnym, w ramach którego dostaliśmy idealne zgranie muzyki z akcją na ekranie. Z drugiej strony obok humoru sytuacyjnego mamy też całkiem zabawne sceny z humorem słownym – genialne cameo sir Paula McCartneya. Z drugiej strony z tym humorem słownym jest spory problem, bo twórcy nie wiedzą, kiedy skończyć z żartami o „hornology”[2] czy o astronomii.

Jack zazwyczaj był tym komediowym pewnikiem – jeśli coś w filmie szło nie tak, to wystarczyła krótka scena z Jackiem Sparrowem i pyk, naprawione. Tym razem tak nie było.

Nie wiem, co mogę jeszcze Wam o „Zemście Salazara” powiedzieć. Nie wiem też co sądzić o tym filmie, bo bądźmy szczerzy – ja nie tęskniłam za „Piratami” a gdybym tęskniła to tęskniłabym nadal. Jestem skłonna powiedzieć, że to jest całkiem niezły fanfik, ale nadal jest to fanfik, co oznacza, że poziom ma niższy niż oryginał (niewiele jest fanfików, które poziomem przewyższają dzieło, na kanwie którego wyrosły), ale ocenić mogę ich ciut wyżej niż „Na nieznanych wodach”. Jedno przemyślenie mam na koniec – niech ta franczyza już się skończy, niech Jack, Elizabeth, Will i cała ferajna odejdą na zasłużoną emeryturę i przeżyją resztę życia jak chcą, byle nie w kolejnym filmie. Choć może się okazać, że moje nadzieje są złudne[3].

Cokolwiek o Barbossie bym nie mówiła, to podziwiam w jaki sposób zakończono jego wątek

A zamiast podsumowania pytanie: czy Elizabeth Turner trzymała serce Willa na kominku? I wszystkim odwiedzającym ją osobom odpowiadała na pytanie, co to za skrzynka: „Aaaaa, to taka tam Skrzynia Umarlaka, mam w niej serce mojego męża, kapitana na Latającym Holendrze”?

[1] W scenie po napisach (w „Na krańcu świata”) widzimy napis „10 lat później”, Elizabeth i młodego Turnera oczekującego na brzegu na ten jedyny dzień, kiedy Will będzie mógł zejść na ląd. I on schodzi na ląd, piękny jak w dniu, kiedy został kapitanem Holendra. Tymczasem w „Klątwie Salazara” ośmioletni Henry odnajduje Holendra, wskakuje na jego pokład i staje oko w oko z ojcem, który oblepiony jest skorupiakami i wygląda jakby był załogantem Davy’ego Jonesa zanim klątwa ciążąca na Holendrze nie została przełamana.

[2] W polskich napisach o ile dobrze pamiętam spróbowano z grą słów „seks” i „sekstans” (oryginalnie wykorzystano grę „chronology” i „hornology”, z których drugie odwołuje się do słowa „horny”)

[3] Po napisach pojawia się scena, w której zasugerowana zostaje obecność Davy’ego Jonesa, co może oznaczać kolejne filmy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *