Many meetings – Gra o Tron S07E02 „Stormborn”

Drugi odcinek siódmego sezonu przyniósł nam burzę. I to nie tylko w tytule, nie tylko dosłowną burzę w pierwszej sekwencji epizodu, ale również metaforyczną burzę, która wywróciła trochę układ sił w Westeros. Sprawdźcie sami, czy moje przewidywania z zeszłego tygodnia były trafne i czy podobnie jak ja oceniacie wydarzenia ze „Storborn”.

Zaczyna się od trzęsienia ziemi – Daenerys rozmawia z Varysem, pokazując mu, że nie wierzy w propagandowe brednie, chce konkretów a nie pusto brzmiących sloganów. W rozmowie porusza także temat zmiennej lojalności Varysa i tego, czy mając okazję, nie zdradzi Danki. To bardzo ciekawa rozmowa, w ramach której Danny kupiła sobie lojalność eunucha, pokazując że jest zainteresowana tym, co najlepsze dla ludzi. W międzyczasie Tyrion zachęca do jak najmniejszego rozlewu krwi w Westeros.

Chwilę później na scenę wchodzi ona… cała na czerwono. Cała czerwona. Melisandre. To znaczy Danny z doradcami schodzi do niej. Z rozmowy wynika, że Daenerys może być księciem, którego obiecano. Dla przypomnienia dodam, że tą samą przepowiednią Melisandre mamiła Stannisa. Jednak teraz Czerwona Kapłanka jest ostrożniejsza w ferowaniu wyroków – sądzi, że Danka ma jakąś rolę do odegrania, ale nie wie jeszcze jaką. Podobnie jak Jon Snow. I tu rzeczy zaczynają nabierać ciekawych kształtów, bo dzięki Melisandre Danny odkrywa kolejnego potencjalnego sojusznika, kolejnego wroga Lannisterów i przede wszystkim człowieka, który kontroluje Północ. Co ciekawe Melisandre też jako główny problem widzi Białych Wędrowców, podobnie jak inny kapłan R’hllora, Thoros z Myr.

Do Winterfell dociera kruk ze Smoczej Skały z wiadomością od Tyriona. Davos Seaworth dochodzi do słusznego wniosku, że smoki Danny bardzo mogą przydać się w walce z nieumarłymi i Białymi. A pomóc może także jej armia. Jon wydaje się być przekonany, choć na razie podchodzi do całej sprawy ostrożnie.

Tymczasem w Królewskiej Przystani Cersei próbuje przekonać wasali Olenny Tyrell, by porzucili swoją suwerenkę i opowiedzieli się po stronie korony. Generalnie Cersei sama w sobie nie byłaby w stanie sobie z tym poradzić. Lordowie posłuchaliby jej, bo jest równie szalona, jak szalony był Szalony Król (co właściwie mówi do niej lord Tarly). I tu na scenę wkracza Jaime, który szczerze powiedziawszy jest dużo wytrawniejszym politykiem od swojej narwanej siostry. Mimo wszystko – nadal brakuje jasnej deklaracji ze strony wasali Tyrellów.

W Oldtown ma możliwość spotkania się twarzą w twarz z Jorahem Mormontem, którego stan, zwłaszcza wizualny jest dość nieszczególny. Generalnie King-of-Friendzone™ dostaje wilczy bilet i ma następnej nocy spadać z Cytadeli. I w sumie gdyby Sam nie zapytał go o imię to pewnie los Joraha zostałby przypieczętowany i ten zostałby odesłany do Valyrii.

Inny maester, Qyburn tymczasem prowadzi Cersei do podziemi Czerwonej Twierdzy, żeby pokazać jej, co przygotował na powitanie smoków Daenerys. A przygotował mini-balistę, którą robi kuku czaszce Baleriona. Cersei po raz kolejny w mojej opinii wyszła na idiotkę nie dbającą o przeszłość – uszkodzenie tak cennego zabytku zabolało mnie jako historyka. Jednocześnie zaczynam się martwić o szanse Danki, gdyby doszło do otwartej walki przeciwko Lannisterom. Aczkolwiek bardzo możliwe, że nie dojdzie, bo zanim młoda Targaryenka się zdecyduje na otwartą wojnę Cersei może zwariować do końca, a wtedy nie pozostanie nic innego jak dokonanie królobójstwa. No ale nie uprzedzajmy faktów. Na razie się nieco o smoki Danki boję.

Tymczasem sama Daenerys spotyka się wreszcie ze swoimi sojuszniczkami – lady Olenną Tyrell oraz Elarią Sand. W wyniku obrad Danka postanawia rozpocząć oblężenie Królewskiej Przystani za pomocą wojsk Tyrellów i Martellów, oraz wysyłając Nieskalanych do Casterly Rock, żeby przejęli stolicę Lannisterów. Niezła taktyka, sprytna i odważna. Bardzo odważna, ale zdobycie Casterly Rock przez Daenerys dałoby niesamowitą pozycję negocjacyjną z Lannisterskim rodzeństwem. Padają rozkazy, Elaria ma wracać do Dorne, żeby zmobilizować swoje wojska, zaś obrady kończą się rozmową Danki z Olenną. I tu widać, że Królowa Cierni tak naprawdę nie chce Danny na tronie Westeros. Ona chce, żeby Westeros płonęło. Szkoda, wytrawna polityczka zmieniła się w trawioną chęcią zemsty staruszkę.

Scenę pomiędzy Missandei a Szarym Robakiem pominę milczeniem, bo nie wnosi ona do serialu niczego, nawet jeśli chodzi o rozwój postaci. Generalnie moim zdaniem robi się obydwu tym postaciom wielką krzywdę wpychając ich do łóżka – jeśli uznamy, że jest pomiędzy tą dwójką jakiś związek uczuciowy, to po co jeszcze zmuszać ich do uprawiania seksu?

Wróćmy znów do Sama, który próbuje z maestrem porozmawiać o możliwości wyleczenia Joraha Mormonta. Podobno komuś się już udało przeprowadzić taki niebezpieczny zabieg i pacjent przeżył, w związku z czym więcej niż prawdopodobne jest, że ser Jorah też przeżyje. No i Sam idzie do niego (po raz kolejny lekceważąc zalecenia swoich przełożonych – bardzo szybko i z bardzo wielkim hukiem wyleci z Cytadeli, mówię to wam!) i przeprowadza zabieg usunięcia zaatakowanych tkanek. Scena dla większości osób może okazać się zbyt obrzydliwa do oglądania, uważajcie.

Zaprawdę powiadam wam, że inaczej spojrzycie na ciastka po tym przejściu, jakie zgotowali twórcy. Akcja dzieje się w jakiejś gospodzie (potem dowiemy się, że to nie jakaś tam gospoda, tylko gospoda z pierwszego sezonu, która była świadkiem dramatycznych scen w pierwszym sezonie – to tam Sansa straciła Lady, a Arya znienawidziła Ogara), w której Arya będzie podsłuchiwała nowiny z Westeros. Spotkamy też kolejnego znajomego, Gorącą Bułę, który od czwartego sezonu prawdopodobnie dorobił się stanowiska pomocnika kucharza. Dawny towarzysz przekazuje Aryi informację, która całkowicie zmienia jej plany – zamiast do Królewskiej Przystani pojedzie do Winterfell, bo właśnie dowiedziała się, że jej dom z powrotem jest jej domem. Po drodze natknie się na wilkora – czy to była Nymeria, czy nie to sprawa dyskusyjna, nie zamierzam się w to zagłębiać i doszukiwać dodatkowych znaczeń.

Do Jona przylatuje kruk od Sama, który przynosi mu informację o cóż… złożach smoczego szkła. I w tym wypadku udało mi się niemal stuprocentowo przewidzieć reakcję Jona – automatycznie ogłasza, że zamierza spotkać się z Danką. Nic dziwnego – sama bym zrobiła to samo. Opór Sansy mnie nieco irytuje – zwłaszcza po rozmowie z zeszłego tygodnia, gdzie myślałam, że jednak nie będzie publicznie się przeciwstawiała decyzjom Jona. Snow zaś nie ma wyjścia – Danka nie będzie chciała zawierać paktów z nikim innym. Podejmuje też bardzo ryzykowną acz uzasadnioną decyzję o pozostawieniu Sansy jako Namiestniczki Północy. Czuję, że Baelish będzie próbował wykorzystać tę sytuację, zwłaszcza po tym, jak Jon w krypcie Starków pogroził mu paluszkiem, co by mu siostry nie tykał. Generalnie trochę problemów może narobić ta sytuacja, bo akurat w Baelishu nie chciałabym mieć wroga.

Koniec odcinka przyniesie za to nieoczekiwaną sytuację. Rodzeństwo Greyjoyów odwozi Elarię Sand do Dorne. I niespodzianka, pojawia się Euron i masakruje ich oddziały. Nic dziwnego – Euron jest starym, doświadczonym piratem, doskonale wziął statki Yary z zaskoczenia – choć mam wrażenie, że wyniknęło to również niefrasobliwości załogi – dlaczego nikt nie obserwował morza? Dlaczego płynięto tak otwarcie? Zwłaszcza że Greyjoyowie wiedzieli, że gdzieś tam na morzu może czaić się ich okrutny wuj? A może po prostu mieli dużo słabszą załogę (owszem mieli, powiedzmy sobie szczerze, kto był twardy i mocarny został przy Euronie). Wszystko to sprawiło, że straciliśmy dwie z trzech Żmij (nie będę tęsknić – ich wątek został mocno skopany), Danka przegrała pierwszą bitwę w trakcie tej inwazji oraz straciła kontrolę nad Dorne ze względu na to, że Euron ma Elarię. Ale sytuacja nie jest też do końca taka zła, na jaką może wyglądać. Dlaczego?

Już tłumaczę: flota Eurona po tym zwycięstwie będzie bardzo, ale to bardzo pewna siebie – i przede wszystkim wycofają się do Królewskiej Przystani, wioząc prezent dla Cersei, a nie będą szaleli w Gardzieli. Co spowoduje, że zarówno Jon Snow, jak i flota z Nieskalanymi będzie miała wolna drogę. Jednocześnie sytuacja Elarii jest równie nieprzesądzona. Może wpadnie w oko Euronowi (zwłaszcza, że pewnie może jeszcze mieć dzieci, w przeciwieństwie do Cersei) i ten zdecyduje się nie oddawać jej Lannisterom? Może Euron mając dość silną kartę przetargową będzie chciał się układać z Daenerys? A może z obiema stronami na raz? Albo zadowoli się tym, co już ma w ręku? Trudno przewidzieć. Sytuacja z Dorne nie jest także przesądzona. Jeśli Euron zdecyduje się na podarowanie Elarii Lannisterom może dojść do dwóch rzeczy: albo za pomocą życia Elarii będzie się kontrolować Dorne i zablokuje się wojska, które mogłyby rozpocząć oblężenie Królewskiej Przystani (scenariusz prawdopodobnie zostanie zaproponowany przez Jaime’a), albo zabiją Elarię, całkowicie pozbawiając Dorne jakiejkolwiek władzy (Cersei). Mam wrażenie, że drugi scenariusz jest mniej korzystny dla Lannisterów, bo pozbawione zwierzchnictwa tereny zupełnie zerwą z koroną i albo zacznie się tam walka o władzę, poddadzą się Dance, albo będą dążyli do samodzielności. Nie wygląda to różowo. Elaria będzie na pewno starała się sprowokować Cersei do zabicia jej – ciekawe, czy Jaime powstrzyma siostrę.

Nie rozumiem też osób, które podśmiewają się z Theona, że zostawił Yarę w rękach Eurona. Powiedzmy sobie szczerze – przegrałby tę walkę. Zginąłby. A tak przynajmniej pozostanie ktoś, kto będzie w stanie w przyszłości ją odbić? A przynajmniej doniesie Dance o tej przegranej. No i dodatkowo Yara też kiedyś porzuciła Theona.

Trzeci odcinek zapowiada się interesująco! 

PS. Może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego i jak przeniesiono czaszki smoków do innego pomieszczenia? Czy może twórcy serialu zapomnieli o tym, że one leżały gdzie indziej, podobnie jak o tym, że w pierwszym sezonie była mowa o dziecku, które Cersei miała z Robertem? No i czy mi się tylko wydaje, czy czaszka Baleriona jakby się skruczyła?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *