He is not worthy – Serenity o Avengers: Age of Ultron

Żadnego filmu w tym roku tak bardzo nie oczekiwałam (no dobra na jeden oczekuję bardziej, ale jego premiera dopiero w październiku), jak Avengers: Age of Ultron. I kiedy już w końcu go obejrzałam, poczułam się zawiedziona. Bo nie był dobrym filmem.

UWAGA TEKST ZAWIERA MNIEJSZE LUB WIĘKSZE ODNIESIENIA DO FABUŁY, WIĘC JEŚLI NIE LUBISZ SPOILERÓW NIE CZYTAJ. IDŹ DO KINA, A POTEM KOMENTUJ.

Spójrz ta scena dobrze będzie wyglądać w 3D

Zacznę może tę recenzję nietypowo, bo od kwestii oprawy wizualnej i strony technicznej filmu. Pierwsze co nasunęło mi się na myśl po seansie – Avengers: Age of Ultron jest produktem zrobionym konkretnie pod 3D i bardzo to widać. Ja wiem, że siłą napędową obecnego kina jest trójwymiar i wszyscy twórcy uderzają w tę technologię, jednak Marvel do tej pory tworzył takie filmy w fazie drugiej, które wyglądały dobrze zarówno w tradycyjnej technologii, jak i w 3D. Tymczasem przy drugiej odsłonie Avengers jakby cofnęli się w rozwoju do czasów Avatara, gdzie pewne sceny kręciło się specjalnie pod trójwymiar, co szczególnie mocno widać na seansie w tradycyjnej technologii.

Tak jest z jedną z otwierających scen w czasie ataku na Sokovię, gdzie grupa bohaterów pokazana jest równocześnie i jednocześnie przebywa terenową przeszkodę. W tym samym momencie dostajemy slow motion i gdybyśmy wybrali seans 3D na pewno byłaby to jedna z ładniej wyglądających scen. Podobnie jest z resztą w dalszych kilku a nawet kilkunastu ujęciach – spowolnienie, żeby widz oglądający Avengers w trójwymiarze mógł nacieszyć oko wyraźnością tego efektu. Tymczasem ludzie, którzy podobnie jak ja, z jakiegoś względu wybrali oglądanie filmu w tradycyjnej technologii, mogą dokładnie wskazać sceny, które były pod 3D przygotowane.

Z produkcją tego filmu pod trójwymiar (kiedy dystrybutorzy nie wymuszają wyboru seansu w „trzy dy”) wiąże się jeszcze jedna wada strony wizualnej – strasznie widoczne były wszystkie niedociągnięcia związane z efektami komputerowymi. Miejscami postacie aż za mocno odcinały się od tła, w pewnym ujęciu w Seulu quinjet aż nazbyt wyraźnie wyglądał na niedokończony model, a w sekwencji ataku na fortecę von Strockera część rzeczy wyglądało na absolutnie odrealnione. Dlaczego tak się stało? Nie z powodu niskiego budżetu, tylko właśnie produkcji tego filmu stricte pod 3D. Trójwymiar zawsze pewne niedociągnięcia zamaskuje, troszeczkę rozmyje tła, tu sprawi, że widz zapatrzy się w zupełnie inny punkt i nie zwróci uwagi na coś na drugim lub trzecim planie.

„Na początku był chaos…”, czyli rzecz o fabule

Przejdźmy teraz zatem do najważniejszej dla mnie kwestii, czyli zagadnień związanych z fabułą. I tutaj mam najwięcej zarzutów do Jossa Whedona, który nie dość, że reżyserował ten obraz, to był również jego scenarzystą.

Zacznijmy może od tego, że za całością kryje się jakiś pomysł i był to pomysł prosty – pokazać Avengersów po raz kolejny we wspólnym filmie, dodatkowo zacząć powoli dążyć do Infinity War. I głównym celem tego obrazu było wprowadzenie do historii kolejnego z kamieni, który jak dobrze się domyślaliśmy znajdował się w Berle Chitaurich.

To tak bardzo ogólnikowo o fabule, bo gdyby szczegółowo to rozpisać, okazałoby się, że mamy materiał na trzy filmy. Joss Whedon wepchnął do fabuły tyle pomysłów, tyle wątków, że w trakcie seansu powstał niemały chaos. Nasi bohaterowie miotani są z jednego kraju do drugiego, tu walka, tam impreza, potem znowu walka a za chwilę dostajemy kilka sielskich chwil gdzieś na wsi. Za dużo tego wciśnięto, bez pomysłu, bez ładu i składu, co sprawia, że fabuła rwie się na kawałki, szatkuje wątki, właściwie nie dociągając niczego do końca.

Dla przykładu weźmy chociażby początkowe sekwencje filmu. Avengersi atakują siedzibę barona von Struckera w Sokovii, ale dowiadujemy się o tym chyba po dziesięciu albo więcej minutach bezładnej walki. Tak, cała produkcja zaczyna się od sceny batalistycznej i gdyby nie to, że oczy miałam cały czas wlepione w ekran, zaczęłabym się zastanawiać, czy nie przespałam jakiejś ważnej rozmowy czy wyjaśnienia całej sytuacji. Nawet jeśli nie jesteś przypadkowym widzem, który przyszedł do kina, bo widział pierwszą część i nie ma świadomości istnienia pozostałych filmów (nie wspominając już o serialu Agents of S.H.I.E.L.D.), nawet jeśli na bieżąco śledzisz MCU, początek Avengers: Age of Ultron wprawi cię w niemałą konfuzję.

Potem nie jest lepiej, bo po udanym rozbiciu siedziby ostatniego z głównych przywódców HYDRY, dowiadujemy się również, że Stark z Bannerem pracują wspólnie nad systemem obronnym, który mógłby wspomóc a nawet wyręczyć Avengersów, a Thor ma misję odstawienia Berła do Asgardu. Ja pytam się, gdzie łączy się to z historią znaną z pozostałych produkcji MCU? Kiedy ostatni raz widzieliśmy Thora to Loki-Odyn na pożegnanie nie rzucił mu: „A tak przy okazji, czy mógłbyś odstawić Berło Chitaurich do Asgardu?”. Whedon napakował do Avengersów tyle wątków, że żaden z nich nie został porządnie rozwinięty, a co najważniejsze nie tworzą spójnego ciągu logicznego z całością filmowego uniwersum.

Starzy znajomi…

No dobrze, skoro ponarzekałam już na fabułę i jej totalną wewnętrzną niespójność, to może pora, by przyjrzeć się bliżej naszym głównym bohaterom. Avengersów, których widzimy w tym filmie znamy w większości z solowych drugich i trzecich nawet produkcji, więc przedstawiać nikomu ich nie trzeba, brakuje jednak jakiegoś drobnego wprowadzenia do tego, co sprawiło, że grupa znów się zebrała. Bo spójrzcie, gdzie kończą się ich solowe filmy – Stark w niechętnie przeze mnie wspominanym IM3 w końcu pozbywa się odłamków ze swojego serca i tak jakby rezygnuje z bycia Iron Manem; Thor po Mrocznym Świecie decyduje się żyć na ziemi u boku Jane, ale Agents of S.H.I.E.L.D. twierdzą jeszcze, że miejsce jego pobytu pozostaje nieznane; Kapitan Ameryka po upadku SHIELD w Zimowym Żołnierzu stara się odnaleźć Bucky’ego i poskładać do kupy, to co się posypało; Czarna Wdowa przez jakiś czas bawiła się w senacie. Widz chciałby zatem wiedzieć, dlaczego nagle wszyscy działają jak zgrany zespół, który co jakiś czas lata i obija lokalnych bandziorów, a w międzyczasie przeprowadza wspólne manewry. I przede wszystkim, kto albo co kieruje ich poczynaniami.

No dobrze, ale przejdźmy do tego, co dzieje się z Avengersami w Age of Ultron, bo to chyba najważniejsze. Zacznijmy może od tego, co dzieje się z samym zespołem. Początek pokazuje ich jako zgraną ekipę, mimo że nie pokazano nam jak się zgrali, a potem zaczyna się rozpad drużyny. Nie powiem, chwyt jest fajny, pomysł jest przedni i pogratulowałabym Ultronowi, że zadziałał w ten sposób, ale z drugiej strony oni właściwie nie mogą się rozpaść, bo tak naprawdę nie są zgranym zespołem. Nadal są tą grupą szczególnych indywiduów, choć walczą ramię w ramię, wykorzystując taktyki łączące ich umiejętności. Na koniec filmu zaś część członków się wycofuje, pozostawiając tylko Kapitana Amerykę i Czarną Wdowę z potencjalnymi nowymi bohaterami.

Skoro wiemy, już jak radzą sobie jako drużyna, to może czas aby przyjrzeć się temu, co dzieje się z nimi pojedynczo. Stark i Kapitan Ameryka nie przechodzą jakiejś mega wewnętrznej przemiany, właściwie nie dowiadujemy się o nich nic nowego (a nawet napięć między nimi jest jakby mniej), z resztą podobnie jest z Thorem (u którego nowością jest brak Jane przy boku, bo ta robi karierę naukową). Troszeczkę rozwinięto Hawkeye’a, ba agent Barton doczekał się własnej farmy, żony i gromadki dzieci, jednakże nadal bardziej jest takim dodatkiem do drużyny, piątym kołem u wozu.

Ciekawą sprawą pozostaje kwestia Czarnej Wdowy i Bruce’a Bannera, których połączono w parę. Ok, nie bronię im, aczkolwiek im dalej w film, tym gorzej z tym romansem. Właściwie końcówka jest już tak bardzo tkliwa i romantyczna, że nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Jednakże dzięki temu wątkowi dowiadujemy się co nieco o przeszłości Natashy, co bardzo mi się podoba, zwłaszcza, że tej postaci przez długi czas brakowało przeszłości. Dodatkowo odniosłam wrażenie, że ostatnia scena, w której widzimy Hulka w quinjecie, który leci w dół, jest nawiązaniem do zakończenia pierwszego Kapitana Ameryki.

Przez film przewija się również kilkoro starych znajomych – Maria Hill, która pozostaje wsparciem logistycznym Avengersów, kiedy są na misji; Nick Fury, pojawiający się niczym duch Świąt Bożego Narodzenia na farmie Bartona, a potem w nowiusieńkim helicarrierze; na chwilę wpada też Falcon i War Machine; ba nawet Erik Selvig dostał swoje pięć minut na ekranie; a Heimdall zagościł w koszmarze Thora. Nikomu jednak nie poświęcono zbyt dużej uwagi i chyba wciśnięto ich, żeby co jakiś czas pojawił się ktoś kogo znamy.

…oraz nowi znajomi.

Do tego wszystkiego (a jak widzicie, bohaterów jest cała masa), dokooptowano jeszcze kilka nowych postaci. I zaznaczę od razu – żadna z tych osób nie została odpowiednio rozwinięta.

Najważniejszymi z nowych znajomych są bliźnięta Maximoff – Pietro i Wanda. Poznajemy ich jako podopiecznych von Strockera, a po jego upadku – pomagierów Ultrona. Przyjrzyjmy się, dlaczego Quicksilver i Scarlet Witch dołączyli do projektu Hydry. Stało się tak albowiem… ich dom został zniszczony pociskami produkcji Starka, w wyniku czego stracili rodziców. Serio, dołączyli do tajnego eksperymentu z powodu tak ogranego motywu. Naprawdę, nie mogli dostać bardziej oryginalnych motywacji? Joss, wiemy wszyscy, że lubisz grać konwencją, ale to było tak słabe, że hej. Po upadku placówki szalonego barona bliźnięta spotykają się z Ultronem i zostają jego pomocnikami w planie zniszczenia Avengersów, potem jednak, kiedy dowiadują się, że morderczy robot chce zniszczyć również życie na Ziemi, równie łatwo porzucają swojego byłego szefa i zaczynają pomagać tak znienawidzonej ekipie Mścicieli. I to właściwie dzieje się przed połową filmu.

Na dodatek nie poznajemy ich bliżej. To znaczy niby wiemy o tragedii rodzinnej, o nienawiści wobec Starka i wzajemnej trosce o siebie, ale nie mamy możliwości, aby przywyknąć do tych postaci, poczuć z nimi jakąś więź, nie mówiąc już o smutku po śmierci Quicksilvera. Naprawdę, jeżeli Joss chciał nas jakoś sprowokować do płaczu czy chociażby poczucia straty to zrobił to w bardzo zły sposób. Albo to ja mam serce z kamienia, choć nie sądzę.

Trzecią ważną postacią, która pojawia się w Age of Ultron, jest Vision. Niestety, ktokolwiek liczył, że otrzymamy tutaj pełnowymiarowego, ciekawego bohatera, ten się zawiódł, bo w sumie dostaliśmy kolejnego tokena do kolekcji. Smutne, ale prawdziwe.

Obok tej trójki pojawia się jeszcze koreańska naukowiec, którą moglibyśmy nazwać matką Visiona (jeżeli Ultrona określilibyśmy mianem ojca), oraz terrorystę i przemytnika Ulyssesa Klaue, który został wprowadzony tylko dlatego, żeby miał już za sobą pewien background, kiedy pojawi się jako przeciwnik Black Panthera.

Ten ZŁY

Pora teraz przyjrzeć się Ultronowi, który powinien być motorem napędowym fabuły, a nie był. Niestety jako przeciwnik według mnie ma o wiele mniej logiczne motywacje od Lokiego, Ronana, czy nawet tego bieda-Mandaryna albo jego pracodawcy Aldricha Kiliana. Sztuczna inteligencja stworzona po to, by chronić pokój na ziemi, nagle dochodzi do wniosku, że zagrożeniem dla pokoju jest grupa superbohaterów, a nawet sama ludzkość. Jak na zaprogramowane kilkadziesiąt minut wcześniej AI, Ultron wyciąga tak daleko idące wnioski o wiele za szybko.

Miałam nadzieję, że szwarccharakter w nowej odsłonie Avengers będzie bardziej złowrogi i poczuję przed nim autentyczny przestrach, jednakże został on sprowadzony do roli pajaca. Groźnego, bo groźnego, ale pajaca, rzucającego nieśmiesznymi żarcikami w bardzo starkowym stylu.

Jednakże tym, co najmniej podobało mi się w Ultronie, była jego animacja. To robot, prawda? Tym straszniejszy, że jest z grubsza antropomorficzny. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie próbowano na siłę robić z niego człowieka i nadawać mu mimiki twarzy. A tak ruszający niby-ustami za pomocą niby-mięśni Ultron stał się dla mnie karykaturą samego siebie. Lepiej mu było, kiedy był tylko rozsypującą się kupką złomu z syntezatorem mowy – w takiej odsłonie wywołał u mnie gęsią skórkę.

Klimat

Największym problemem Avengers jest brak spójności klimatu. Z jednej strony mamy oczywiście całą masę humoru sytuacyjnego i słownego (impreza w Avengers Tower chociażby), z drugiej strony oczywiście MCU staje się coraz bardziej mroczne, jednak Whedonowi nie udało się odnaleźć odpowiedniego balansu pomiędzy dowcipem a powagą, pomiędzy przygodą a wstrząsaniem widzem. W związku z niespójnością fabuły i wątków druga część Avengers ma problem z zachowaniem odpowiedniego klimatu i ogólnie odniosłam wrażenie, że większość filmu jest po prostu nijaka.

Bardzo mnie to zabolało, zwłaszcza, że pierwsza odsłona przygód Mścicieli, której nie uważam za wielce wybitny film, przedstawia się zdecydowanie lepiej pod tym względem, odpowiednio nadając przedstawionej tam historii epickości, łącząc spore dawki humoru z powagą i oczywiście pewną porcją mroku. W Age of Ultron tego zabrakło.

Bez fajerwerków, bez szału, bez polotu

Właściwie to już wielkimi krokami zbliżamy się do podsumowania. Zanim jednak do niego przejdę dodam kilka słów na temat dwóch spraw stricte technicznych, a nie fabularnych. Po pierwsze muszę wspomnieć, że gra aktorska, mimo słabego scenariusza, stała na wysokim poziomie i to uratowało w dużej mierze ten obraz. Wydaje mi się jednak, że ci aktorzy są już tak zgrani ze swoimi bohaterami, że wejście po raz kolejny w ich skórę było dużą przyjemnością, okupioną tylko niewielkim wysiłkie. Nowe postaci wypadły przy starych wyjadaczach dość blado – Elizabeth Olsen i Aaron Tyler-Johnson, zagrali dobrze, choć bez fajerwerków, a Paula Bettany’ego chyba jednak wolę tylko jako głos Jarvisa.

Po drugie muzyka – fajnie, że do stworzenia muzyki został zangażowany Brian Tyler, bo w końcu stworzył dla Mrocznego Świata tak cudowny soundtrack, że po wyjściu z kina cały czas odtwarzał mi się w głowie. Muzyka w Avengersach niby się pojawiła, jednakże bardzo szybko uleciała z mojej głowy i nie potrafię nawet jej sobie przypomnieć.

Podsumowując zatem trzeba powiedzieć, że Avengers Age of Ultron to słaby film. Nie spełnił moich oczekiwań, trailery pokazały najlepsze sceny i nastawiły mnie na coś innego, niż dostałam. Nie powiem, że się nudziłam, bo nie było czasu, jednak ten film ma zbyt wiele wad, by móc określić go jako dobry. Jeżeli nastawiacie się tylko na czystą komercyjną rozrywkę, z dużym budżetem – idźcie, nie stracicie na tym. Jednak jeżeli chcecie filmu, który wpasowuje się w spójne MCU, to myślę, że zawiedziecie się mocno w związku z tym, że brakuje tutaj pewnego ciągu logicznego, bez którego ta historia po prostu w wielu miejscach nie ma sensu. No i przede wszystkim, jak pewnie zauważycie Age of Ultron w zbyt wielu miejscach po prostu kopiuje schematy z pierwszych Avengersów.

Sharing is caring!

5 thoughts on “He is not worthy – Serenity o Avengers: Age of Ultron

  • 8 maja 2015 at 16:43
    Permalink

    Kilka uwag:

    1. Sokovia, nie SEkovia

    2. von Strucker, nie von StrOcker

    3. Hawkeye, nie Hawk Eye

    4. War Machine, nie War Macine

    5. Ulysses Klaue, nie Ullyses Klaue

    Reply
    • 8 maja 2015 at 18:02
      Permalink

      Dzięki 🙂 Poprawione. I serio, nie wiem skąd się wziął War Macine 😛

      Reply
  • 8 maja 2015 at 22:24
    Permalink

    Czyli same nic nie znaczące detale, które nie obchodzą ludzi, którzy mają życie. Świetna rekomendacja jak dla mnie. Spodziewałem się konstruktywnej krytyki w temacie pracy kamery, gry aktorskiej czy innych istotnych elementów ale z tej i wielu innych recenzji wynika, że jest to wszystko na wysokim poziomie.

    Reply
  • 10 maja 2015 at 21:28
    Permalink

    Ja akurat byłam na 3D, bo latające roboty zawsze lepiej wyglądają w 3D. No i rzeczywiście było po tym seansie widać, że jest trójwymiarowy, w niektórych scenach (tych, co to widać, że specjalnie po to były robione;)) nawet bardzo. Ale nienawidzę 3D, nie cierpię i ucieka mi wszystko, co nie jest na środku ekranu, a tego nie znoszę. Więc 3D jest złe, choć tu akurat ładne.

    A z tą sceną początkowej bitwy to przesadzasz. Serio, jest na świecie ktokolwiek, kogo skonsternuje fakt, że superbohaterowie akurat dają komuś łomot? Przeca to logiczne, że jak oni są super, do dają łomot jakimś złym, a jakim konkretnie, to jakby mało ważne – pewnie zaraz powiedzą.

    “Stark z Bannerem pracują wspólnie nad systemem obronnym, który mógłby wspomóc a nawet wyręczyć Avengersów”
    A to nie jest tak, ze wspólnie to oni zaczynają pracować dopiero z okazji znalezienia berła, bo wcześniej to było tylko marzenie Starka? Takie miałam wrażenie, że Baner jest na bieżąco o tyle, o ile opowiedział mu Stark, ale sam wcześniej nie brał udziału w pracach. Za to zważywszy na to, że berło wcześniej należało do Lokiego, który właśnie z Asgardu się wziął, odstawienie tam jego berła wydaje się być logiczne (może jak się widziało drugiego “Thora”, to jest logiczne mniej, ale akurat nie widziałam).

    Co do tego, jak to się stało, że drużyna jest tak zgrana, masz u mnie punkt. Ale z drugiej strony, mam wrażenie, że jest to ukłon w stronę tych widzów, którzy albo widzieli tylko pierwszych Avengersów, albo i to nie i gdyby zacząć film od wyprowadzania bohaterów z miejsc, gdzie skończyli w poprzednich filmach, to żaden z tych widzów nic by z tego nie zrozumiał.

    Ale Ty serio masz pretensje akurat o Heimdalla? Że postaci pojawiającej się w czyichś halunach nie dano logicznego backgraundu? Serio?:D

    Co do bliźniaków, to też uważam, że się czepiasz. Całkiem zgrabnie to wyszło, zwłaszcza w zestawieniu z komentarzem CA – pokazało ładny kontrast między tym, jak przyczyny pewnych decyzji bohaterów, mimo że obiektywnie jednakowe, są przez nas inaczej oceniane w zależności od tego, po której stronie barykady postawi ich twórca. Oraz nie każdy motyw musi być od razu superinnowacyjny, żeby pasował. Podobnie z tą zamianą stron – widzisz, IMO bliźniaki walczą przede wszystkim o bezpieczeństwo swojego narodu (kraju/miasta/ojczyzny – mniejsza). Na początku widzą zagrożenie w Avengersach (bo to przecież jeden z nich dostarczał broń i wogle), ale kiedy Ulton okazuje się większym zagrożeniem, postanawiają zwalczać jego (oraz – plan Ultona zakładał też śmierć bliźniaków i wszystkich ich bliskich. Niby dlaczego mieliby go dalej popierać, kiedy się o tym dowiedzieli?).

    A na rozbudowanie Visiona to pewnie trzeba będzie poczekać do następnego odcinka;P (ale w sumie też mam trochę za złe, że praktycznie nic o nim nie wiemy).

    Akurat wizualnie mnie się Ulton podobał – no wiesz, chciała się wbić w na poły organiczne, mocno antropomorficzne ciało (takie z mimiką, mięśniami i wogle), więc czemu budując swoje robotyczne, tymczasowe ciało, miałby z tej mimiki rezygnować? Może Ty jesteś po prostu zbyt odporna na efekt Doliny Osobliwości?:) Bo dla mnie ta kupka złomu była dokładnie tak żałosna, jak zaplanowali twórcy.

    Sama “Czas Ultona” uważam za film przyjemny, acz przeciętny (choć ciężar narzekań rozłożyłabym inaczej niż Ty (tyle dużo żalu o zmarnowany potencjał Ultona).

    Reply
    • 10 maja 2015 at 22:15
      Permalink

      “A z tą sceną początkowej bitwy to przesadzasz. Serio, jest na świecie ktokolwiek, kogo skonsternuje fakt, że superbohaterowie akurat dają komuś łomot? Przeca to logiczne, że jak oni są super, do dają łomot jakimś złym, a jakim konkretnie, to jakby mało ważne – pewnie zaraz powiedzą.”
      Lubię mocne uderzenie na początek, ale poczułam się mocno zmieszana. Wiem, że mieli zostać zaangażowani, bo Coulson w Agentach o tym mówił, ale byłam przekonana, że tego w ten sposób nie rozegrają, to znaczy nie rzucą nam Avengersów i macie, bawcie się. Szybka krótka pogadanka byłaby ok, zwłaszcza, że fajnie wprowadziłaby do filmu. A tu miałam wrażenie, jakby ktoś wstęp uciął.

      “A to nie jest tak, ze wspólnie to oni zaczynają pracować dopiero z okazji znalezienia berła, bo wcześniej to było tylko marzenie Starka? Takie miałam wrażenie, że Baner jest na bieżąco o tyle, o ile opowiedział mu Stark, ale sam wcześniej nie brał udziału w pracach.”
      No wydaje mi się, że jednak razem myśleli o projekcie Ultron, przynajmniej takie wrażenie odniosłam z ich rozmów.

      “Za to zważywszy na to, że berło wcześniej należało do Lokiego, który właśnie z Asgardu się wziął, odstawienie tam jego berła wydaje się być logiczne (może jak się widziało drugiego „Thora”, to jest logiczne mniej, ale akurat nie widziałam).”
      Może i jest to logiczne dla osób, które nie widziały drugiego Thora. Jednak w momencie, jak się jest na bieżąco z MCU, ogląda się wszystko, co do joty, to ta akcja jest bez sensu, bo Thor raczej w Asgardzie od czasu zakończenia akcji z Mrocznego Świata nie bywał (bo jakby bywał, to by się kurczę domyślił, kto tatulka Odyna podsiadł na tronie). Poza tym to jeszcze kwestią otwartą pozostaje, czy Loki chciałby w Asgardzie mieć dwa Infinity Gemy, bo jeżeli odesłał Ether do Collectora, to oznacza, że nie chce mieć dwóch w jednym miejscu (z resztą tak mówi Volstagg w scenie po napisach). Po co zatem ściągałby sobie kolejny na głowę?
      “Ale z drugiej strony, mam wrażenie, że jest to ukłon w stronę tych widzów, którzy albo widzieli tylko pierwszych Avengersów, albo i to nie i gdyby zacząć film od wyprowadzania bohaterów z miejsc, gdzie skończyli w poprzednich filmach, to żaden z tych widzów nic by z tego nie zrozumiał.”
      Hej, ale oni w pierwszym Avengersach się rozeszli na końcu. Impreza skończona, możecie wracać do domu.To był raczej jednorazowy event wtedy…
      Em, z bliźniakami sprawa jest głębsza – przede wszystkim origin story mają skopany. Jest za bardzo melodramatycznie, zgłosiliśmy się na ochotnika do Struckera, bo nam mamusię i tatusia zabił pocisk z napisem STARK. Serio, to tak jakby pozywać producenta samochodów o to, że doszło do wypadku śmiertelnego, w którym zginął ktoś z twoich bliskich. Po drugie – nawet jeżeli pominęlibyśmy kwestię tego, jak następuje przejście bliźniąt na stronę Avengers (hej, to my, przed chwilą chcieliśmy was pozabijać, ale teraz już nam przeszło i chcemy wam pomóc), to chociaż ze strony samej grupy spodziewałabym się jakiejś innej reakcji, bo zawiodłam się, że oni tak po prostu ich zaakceptowali i kupili to przejście na ich stronę. A jakby to był kolejny szalony pomysł Ultrona? Jakby kazał im udawać, że są po dobrej stronie, tylko po to, by rozerwać skład od środka?
      Ps. A wiesz, że w całym komciu gubisz “r” w “UltRonie”?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *