Filmowe podsumowanie miesiąca #5 – grudzień 2013

Grudzień był nieco słabszym miesiącem, jeśli chodzi o filmy, bo obejrzałam ich tylko cztery. Zabrakło nieco czasu, materiału i chęci (ach i w grudniu nadrobiłam serialowe zaległości i odkryłam Sherlocka).

Gra Endera (2013)
Obawiałam się o poziom tego filmu. „Gra Endera” to jedna z moich ulubionych powieści science-fiction (choć szczerze powiedziawszy większą sympatią darzę „Mówcę umarłych”) i szalenie bałam się, że najnormalniej w świecie go zepsują. I niestety obawy te spełniły się w stu procentach.
Jest rok 2070. Minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych. Ziemskie centrum obrony realizuje tajny plan polegający na rekrutowaniu najinteligentniejszych jednostek jeszcze na etapie dzieciństwa i poddawaniu ich szkoleniu w walce z obcymi. Najlepszym spośród kadetów jest Andrew Wiggin zwany Enderem, który po wstępnym szkoleniu zostaje wysłany do orbitalnej szkoły bojowej. Tam przechodzi trening mający przygotować go na zbliżające się starcie z kosmicznym wrogiem.

Co najbardziej uderzyło mnie w „Grze Endera” to wszechogarniająca nuda (Turel zasnął w trakcie seansu, co mu się nie zdarza, zwłaszcza nie na produkcjach sf), ja zaś wytrwałam tylko dlatego, że głowiłam się, jak można zepsuć taki fajny (aczkolwiek niezwykle trudny do ekranizacji) materiał. Po kiego grzyba wplatać do filmu wątek Petera i Valentine, skoro nie porusza się wątku przyjęcia przez nich tożsamości Locke’a i Demostenesa? Dodatkowo ta scena z robalem przekazującym królową Enderowi – ogromne wtfy. Niestety nie tego po Enderze się spodziewałam i muszę przyznać, że moje obawy całkowicie się spełniły. Mam tylko nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł nakręcenia „Mówcy umarłych”.

 

V/H/S (2012)
Turel przeszukując bezbrzeżne otchłanie internetu w celu znalezienia jakiejś inspiracji, czegoś godnego uwagi, wpadł przypadkiem na niezależny horror obsypany nagrodami. I zasugerowawszy się nimi namówił mnie na seans.
Grupa złodziejaszków zostaje wynajęta, do odzyskania kolekcji kaset wideo, które znajdują się w zrujnowanym domu na wsi. Na pozór proste zadanie szybko zmienia się w spory problem. Kiedy trafią do living room, odnajudują trupa siedzącego przed panelem kontrolującym serię staromodnych ekranów telewizyjnych i stertą leżących wokół kaset wideo. Każda z nich zawiera przerażające nagranie…
Szczerze mówiąc spodziewałam się ciekawej produkcji, a tu kicha. Film w swoim montażu pozbawiony sensu, historie mdłe i bez polotu, wątek przewodni całkowicie zmarnowany. Kilka ciekawych pomysłów zostało całkowicie zaprzepaszczonych, z całego zestawienia podobała mi się taśma z wampirzycą i ta ostatnia, z nawiedzonym domem. Urocze mogłyby być wszystkie, ale w większości okazały się tylko i wyłącznie dziwne.

V/H/S/2 (2013)
Zastanawiacie się pewnie, dlaczego zabrałam się za sequel horroru, który mnie zawiódł. Cóż mam nieco masochistyczne podejście do życia i stwierdziłam, że obejrzenie kolejnej złej produkcji nie skrzywdzi mnie mocno. I zostałam zaskoczona.
Dwóch prywatnych detektywów poszukuje zaginionego studenta. Detektyw wraz ze współpracowniczką włamują się do jego domu i znajdują kolekcję kaset VHS. Przerażająca zawartość kaset, uświadamia im, że być może to one są przyczyną zniknięcia studenta.
Spodziewałam się co najmniej takiego samego badziewia, jak jedynka, ale zostałam pozytywnie zaskoczona. Drugi V/H/S jest zdecydowanie lepiej nakręconym, lepiej skonstruowanym, zmontowanym i logiczniejszym filmem. Segmenty są ze sobą powiązane, historie naprawdę nieźle oddziałowują na wyobraźnię (Phase I Clinical Trials naprawdę nieźle mnie przestraszyło; A Ride in the Park było w ostateczności smutne, ale też mocno creepy; Safe Haven zryło mi psychę, podobnie z resztą jak Slumber Party Alien Abduction; a Tape 49 świetnie połączyło całość klamrą i nadało sensu całości).

Hobbit. Pustkowie Smauga (2013)
Już po trailerach wiedziałam, że to nie może być dobry film. Drażniło mnie, że PJ nawciskał do produkcji masę dodatkowych, w mojej opinii całkowicie zbędnych wątków, a pozostałe przekręcił.
Hobbit Bilbo Baggins razem z Gandalfem oraz trzynastoma krasnoludami zmierza do legowiska smoka Smauga. Bohaterowie chcą pokonać bestię i odebrać jej złoto, które ukradła.
O mamo, kontakt z tym filmem autentycznie bolał. Niedorzeczne pomysły, idiotyczna choreografia walk, Legolas-primabalerina Mrocznej Puszczy, wątek romansowy w miejscu, w którym nie ma prawa go być, Sauronocepcja, nawiązanie do sceny z rozszerzonego Hobbita (kto nie oglądał ten się nie dowie, o co chodzi, chyba, że przeczyta nasz tekst) i wuj wie co jeszcze. Cieszył tylko Smaug, zwłaszcza w interakcji z Bilbem (w sumie to tak mocno Sherlockiem wiało). O dziwo polski dubbing całkiem ok, ale wolę oryginalne głosy. Zapewne Hobbitowi poświęcę jeszcze osobny tekst, bo kilka rzeczy wymaga omówienia. Szerszego omówienia.

5 thoughts on “Filmowe podsumowanie miesiąca #5 – grudzień 2013

  • 2 stycznia 2014 at 11:13
    Permalink

    Widocznie masz pecha do filmów, ja styczeń rozpocząłem z serialem „Almost Human” co Tobie również polecam.

    Reply
  • 17 maja 2017 at 22:51
    Permalink

    Mi się Gra Endera podobała, ale jak się przeczyta książkę, to można ją chyba jeszcze bardziej zrozumieć. Mi się film Gra Endera bardzo podobał, a momenty, gdzie występuje Peter i Valentine, dla mnie wzmocniły też jakość filmu.
    Tak, więc film Gra Endera mi się bardzo podobał. No, może z wyjątkiem opisu, gdzie pisze, że minęło 40 lat od wojny z robalami podczas, gdy w filmie mówili, że mineło 50 lat.

    Reply
    • 18 maja 2017 at 00:18
      Permalink

      Niespójności się zdarzają. Przywykniesz 😉 Natomiast generalnie filmowa „Gra Endera” jest autentycznie nudna moim zdaniem…

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *