Filmowe podsumowanie miesiąca #44 – listopad i grudzień z morderstwem ostatniego Jedi

Od kilku dni mamy nowy 2018 rok, ale zanim przejdę do podsumowania roku poprzedniego to podsumuję trochę filmy, które obejrzałam w ostatnich dwóch miesiącach roku 2017. Ilość obejrzanych filmów pod koniec roku zdecydowanie nam spadła w stosunku do poprzednich miesięcy, ale to też trochę było wynikiem przedświątecznej bieganiny. A więc przed wami – filmowe podsumowanie listopada i grudnia.

I Saw The Light (2015)
W ramach nadrabiania pozycji z filmografii Toma Hiddlestona zmusiłam się do obejrzenia biografii muzyka country. Zgadnijcie co? Musiałam podchodzić do niej na dwa razy, bo inaczej się nie dało.
Film opowiada 0 życiu gwiazdy muzyki country, Hanku Williamsie – o trudnej miłości do Audrey Mae, problemach alkoholowych, zdrowotnych, rozwodzie; romansie z Billy Jean i przedwczesnej śmierci. Biograficzny obraz podzielony na mniejsze rozdziały, pokazujące kolejne etapy życia i kariery Hanka.
Ech, to bardzo źle zmontowany film, niezdecydowany czy chce iść w paradokument czy w formę bardziej fabularną. Co z tego, że mamy fajnych aktorów w rolach głównych, skoro nie mają za bardzo co grać, bo film składa się praktycznie z niepowiązanych ze sobą scen. Tom Hiddleston i Elizabeth Olsen robią co mogą, żeby ten film ratować – oboje są w swoich rolach niesamowici, a ponadto Tom pięknie śpiewa – ale na niewiele się to zdaje, zwłaszcza że no brakuje ciągłości. Ten film powinien nosić podtytuł: Migawki z życia Hanka Williamsa Seniora.

Annabelle: Creation (2017)
Przed obejrzeniem bałam się, że będzie to film nie do przetrawienia, słabizna podobna do pierwszej Annabelle. Pisałam też troszkę o tym, czego mogłam się spodziewać i powiem, że zostałam całkiem pozytywnie zaskoczona historią.
Kilka lat po tragicznej śmierci córeczki lalkarz i jego żona przyjmują pod swój dach zakonnicę i dziewczynki z sierocińca, które niedługo potem staną się celem opętanego dzieła rąk lalkarza – Annabelle.
To dość przeciętny (z odchyleniem do dobrego momentami) horror, na którym można wykreślać bingo horrorowych chwytów. Brakuje w nim mistrzowskiej ręki Wana – długich, ciągłych ujęć, podrzucania niepokojących elementów w ramach takich długaśnych przejazdów kamery po planie. Za to fajnie się rzecz fabularnie przedstawia, bo pełni niezłe spoiwo pomiędzy Obecnościami i pierwszą Anabelle. Zawiera mnóstwo odniesień do całego Conjuringverse – zakonnice sugerują udział Valaka w tym wszystkim, a film kończy scena, która otwiera pierwszą Anabelle. Dziecięce aktorki dały radę, co jest zawsze dużym plusem. Ale nie jest to film, który mogłabym uznać za jakiś przełom czy film wybitny/wybitnie straszny. Momentami jest creepy, ma kilka fajnych jump scare’ów, ale ogólnie nie straszy jakoś wybitnie mocno. Jeszcze bardziej na plus jest gościnny występ Raggedy Ann (sprytne nawiązanie do oryginalnej lalki Anabelle).

Justice League (2017)
Człowiek szykuje się na najgorsze, na filmową patologię, na Batman v Superman, potem idzie do kina i przeżywa pozytywne rozczarowanie.
Zainspirowany ofiarnym czynem Supermana Bruce Wayne odzyskał wiarę w ludzkość. Prosi swojego nowego sprzymierzeńca, Dianę Prince, o pomoc w pokonaniu jeszcze potężniejszego wroga. Nie tracąc czasu, Batman i Wonder Woman starają się znaleźć i przekonać do współpracy grupę metaludzi, która ma stanąć do walki z nowym zagrożeniem. Jednak mimo utworzenia jedynej w swoim rodzaju ligi superbohaterów, złożonej z Batmana, Wonder Woman, Aquamana, Cyborga i Flasha, może być już za późno na uratowanie planety przed atakiem katastroficznych rozmiarów.
Może to, co powiem, wyda się wam herezją, ale bawiłam się na tym filmie lepiej niż na Thor: Ragnarok. Może to dzięki temu, że było mniej wymuszonego humoru i żenujących żartów prowadzącego? Fabuła to totalny bajzel na kółkach, ale daje się to oglądać bez zbędnego bólu zębów. To taki potwór Frankensteina, ale na całe szczęście szwy pokryte są grubą warstwą tapety i wygląda nawet jak człowiek. DC powoli się uczy, jak robić filmy, szkoda tylko że nie uczy się w kwestiach CGI i designu postaci, kostiumów i pojazdów. Steppenwolf był mi solą w oku i drzazgą pod paznokciem. A osoby odpowiadające za brak wąsa u Henry’ego Cavilla trochę bardzo spieprzyły robotę – w wielu scenach miałam wrażenie, że to nie Cavill.

War for the Planet of the Apes (2017)
Ostatnie miesiące roku to taki czas, kiedy nadrabia się filmowe zaległości z poprzednich miesięcy, zwłaszcza letnie blockbustery, które wyszły już na DVD.
Cezar i jego małpy uwikłane zostają w zbrojny konflikt z armią ludzi, na czele której stoi bezwzględny Pułkownik. Małpy ponoszą straszliwe straty, podczas gdy Cezar zmaga się z mrocznymi instynktami i wyrusza w drogę, by pomścić swych pobratymców. Gdy Cezar i Pułkownik stają twarzą w twarz, dochodzi do spektakularnej bitwy, w której stawką jest przyszłość obu gatunków i całej naszej planety.
Cieszę się, że nie poszliśmy na ten film do kina. Strasznie mi się dłużył i jak jeszcze wątek zemsty był całkiem fajnym rozwiązaniem i póki fabuła tylko tego dotyczyła to było okej. Ale w momencie, kiedy wszedł wątek obozu jenieckiego to zaczęły się dziać takie bzdury, że aż hej. Ja wiem, że koncepcja jest taka, że małpy mądrzały a ludzkość głupiała, ale to co się tam w obozie wyrabia to jakiś szok – Cesar może swobodnie komunikować się z innymi małpami; ta mała swobodnie pałętająca się po obozie przelała czarę goryczy. Nie wiem, mam wrażenie, że ten film stał się w pewnym momencie parodią samego siebie. Mocap i CGI to jak zwykle wielka gratka, ale ja nie wiem, czy konieczne jest oglądanie prawie dwóch i pół godziny filmu po to, żeby zobaczyć jak dobrze są zanimowane małpy, bo to widzieliśmy w poprzednich częściach.

Murder on the Orient Express (2017)
Ostrzyłam sobie ząbki na ten film i ze względu na osobę reżysera i odtwórcy głównej postaci, jak i na resztę obsady. Z resztą trailer był superzachęcający!
Słynnego detektyw Hercules Poirot, rozwiązujące sprawę morderstwa, którego ofiarą w najsłynniejszym pociągu świata pada wpływowy amerykański biznesmen. Luksusowa podróż staje się punktem wyjścia do stylowej, pełnej napięcia i zaskakującej opowieści sensacyjnej, uznawanej za największą zagadkę kryminalną wszech czasów. Trzynaścioro pasażerów uwięzionych zostaje w pułapce, nie wiedząc, co ich czeka. Jeden człowiek musi wskazać mordercę, zanim ten zaatakuje ponownie.
Film jest przeuroczy – naprawdę ładnie nakręcony z fajnym pomysłem, dobrymi kostiumami i świetnym castingiem (jeżeli nie narzekam na Johnny’ego Deppa w obsadzie to już coś, zwłaszcza po ostatnich jego rolach). Kenneth Brannagh jako Poirot jest idealny w swojej przesadzie i pedantyzmie; i nawet ten jego przesadny wąs pasuje. Nie miałabym nic przeciwko gdyby twórcy chcieli nieco bardziej odejść od oryginału i spróbować wpleść w to trochę więcej napięcia, trochę mocniej zarysowanego suspensu. Bo jakkolwiek film ogląda się dobrze, to nieco problematyczne jest to, że mniej więcej od połowy można odgadnąć jak się potoczy fabuła, kto zabił i co się stanie. Ale oglądanie jak sobie radzi z tym Poirot było wyjątkową przyjemnością.

Bright (2017)
Nową filmową produkcją Netflixa jarałam się jak szalona od pierwszej zapowiedzi. Zapowiadało się na film w klimatach lubianego przeze mnie Shadowrunna, więc podskakiwałam z radości, widząc każdą wzmiankę.
Akcja tego wartkiego thrillera toczy się w alternatywnej teraźniejszości, w której od zarania dziejów ludzie, orki, elfy i wróżki żyją obok siebie. Dwoje policjantów pochodzących z zupełnie różnych środowisk — człowiek Ward i ork Jakoby — wyrusza na rutynowy nocny patrol, który zmieni znaną im rzeczywistość. Wspólnie muszą przezwyciężyć osobiste różnice i stawić czoła hordom wrogów, aby ochronić młodą elfkę i pewien zapomniany przedmiot, który w niewłaściwych rękach może sprowadzić na cały świat zniszczenie.
Mam niesamowicie mieszane uczucia w kwestii tego filmu. Bo z jednej strony ma trochę wad – przede wszystkim dlatego, że jest mocno przegadany a do jego treści wpleciono ciut za dużo wątków, ale z drugiej strony idealnie nadaje się na początek jakiegoś filmowo-serialowego uniwersum. Cóż można powiedzieć o Bright? To takie Bad Boys, tylko że z orkami, elfami, smokami i resztą magicznego tałatajstwa (centaury!), troszeczkę bawiące się z konwencją – orkowie jako rasa, która jest postrzegana przez coś, co zrobili bardzo dawno temu i została z tego powodu zepchnięta na margines społeczeństwa. Mamy też nie do końca dobre elfy, konflikty międzyrasowe, wielkiego mrocznego pana na horyzoncie i inne kwestie. Problematyczne nieco staje się fakt przegadania tego filmu i mam wrażenie, że lepiej sprawdziłby się jako serial, łatwiej byłoby rozłożyć akcenty i poszczególne wątki. Ten tego, poza tym kurczę stylówka elfa z federalych była genialna!

Star Wars Episode VIII: The Last Jedi (2017)
Ja nie spodziewałam się niczego po tym filmie. Niczego nie oczekiwałam. Właściwie to poszłam na niego tylko dlatego, że ciężko pisać o popkulturze, nie pisząc o premierze kolejnych Gwiezdnych Wojen.
Rey, która odnalazła Skywalkera na odciętej od świata wyspie, szkoli się pod jego okiem i okazuje się wyjątkowo pojętną uczennicą. Tymczasem Kylo Ren, syn księżniczki Lei i Hana Solo, dokłada starań, żeby unicestwić siły rebeliantów. Po stronie rebelii znów walczą były szturmowiec Najwyższego Porządku Finn i genialny pilot Poe Dameron.
Nie nastawiałam się na zbyt wiele a i tak dostałam mniej niż bym chciała. Serio, naprawdę niektóre rzeczy w tym filmie były bardzo okej – relacja Rey-Kaylo-Luke (wielce jestem nastawiona na Reylo nawet nie w formie romansowo-romantycznej a kooperacyjno-partnerskiej), bardzo fajnie wypada redefinicja Mocy w kierunku mistyczno-niewyjaśnionej. Problem jednak leży w tym, że film nie bardzo wie, czy chce być poważny czy być samoświadomą autoparodią, która mruga co chwila do widza pokazując, że bohaterowie wiedzą, że są w filmie osadzonym w świecie Gwiezdnych Wojen. Niektóre zagrania były wręcz cynicznie nastawione na zachwyt widzów – porgi, te kryształowe liski i te sprzątaczki u Luke’a na wyspie. Ale zachwycona jestem na przykład użyciem motywu Binary Sunset pod koniec filmu, bo to fajne, mocne i symboliczne było.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *