Filmowe podsumowanie miesiąca #25 – styczeń z wizytą łowcy czarownic

Styczeń okazał się być miesiącem nadspodziewanie dobrym, jeśli chodzi o ilość obejrzanych filmów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę różne rozpraszacze w postaci przeprowadzaki. Jeżeli chodzi o poziom filmów – cóż nie był on zbyt wysoki, średnia ocena produkcji to 5,125/10 punktów. 

7189595.3Wij (2014)
Ta ukraińska produkcja przykuła moją uwagę jednym, krótkim dość klipem. Stał na tak wysokim poziomie, że zapragnęłam obejrzeć produkcję, z której pochodził. I tak zasiedliśmy do Wija. A potem jeszcze raz, bo za pierwszym podejściem nie udało się go obejrzeć.
XVIII wiek. Kartograf Jonathan Green podejmuje naukową wyprawę na wschód Europy. W trakcie podróży spotyka dwóch mężczyzn, którzy opowiadają mu o dziwnej śmierci ich kamrata, Chomy Brutusa, który na prośbę setnika miał czuwać trzy noce przy trumnie zmarłej córki możnowładcy.
Zawsze uważałam kinematografię wschodnioeuropejską (ukraińską, rosyjską) za coś ciężko pojętego dla widza, który z nią rzadzko obcuje. I tak jest w tym przypadku – scenariusz i pomysł sam w sobie nie jest zły (w końcu stoi za tym opowiadanie Gogola o tym samym tytule), ale wykonanie (głównie montaż) jest już zupełnie inną bajką. Mamy tu szereg następujących po sobie scen, które w żaden sposób nie układają się w spójną całość, przez co film ogląda się fatalnie. Całość można potraktować jako ciekawostkę, zwłaszcza ze względu na szereg scen z naprawdę dobrymi efektami specjalnymi.

Paranormal Activity: Inny wymiar (2015)7706387.3
Jak można zauważyć po naszych podsumowaniach – wraz z Turelem namiętnie oglądamy filmowego tasiemca, czyli Paranormal Activity. I jak ostatnie odsłony nam się całkiem podobały (vide Marked Ones, o których pisałam dość ciepło w innym podsumowaniu miesiąca), tak najnowszy już nie bardzo.
Po przeprowadzce do nowego domu, rodzina odnajduje stare kasety wideo i kamerę mającą zdolność nagrywania zjawisk paranormalnych.
Twórcy Paranormali kombinowali, kombinowali i przekombinowali. Zredefiniowanie „Tobiego” i wprowadzenie do historii zawirowań czasowych to naprawdę kiepskie pomysły. Dodatkowo mamy też masę błędów logicznych i rzeczowych (data urodzonia 06.06.2005 dająca 666; wersety apokalipsy „po tuningu”, by pasowały do historii oraz Xbox One na filmach teoretycznie kręconych w 2013 roku to chyba największe klopsy), mało rozgarniętych bohaterów (koleś wie, że kamera pokazuje mu właśnie „ghost dimension” i widząc przez kamerę sylwetkę nie weryfikuje czy jest to realna osoba, czy właśnie coś z tego innego wymiaru) średnie aktorstwo i często wkurzającą zabawę oświetleniem. Na plus stanowczo należy policzyć kilka fajnych jumpscare’ów oraz naprawdę ładne efekty.

7710922.3The Visit (2015)
M. Night Shaymalan nakręcił kilka dobrych filmów, a potem zaczęły się niewypały takie jak Avatar: Ostatni władca wiatru czy After Earth. Chodziły słuchy, że jednak jego najnowszy film przerywa tę niekorzystną tendencję.
Mroczny, pełen zaskakujących wydarzeń film opowiada historię wizyty dwojga nastolatków, którzy spędzają kilka dni u dziadków. Dziadków, których nigdy wcześniej nie widzieli. Niezrozumiałe, dziwne, niepokojące zachowanie babci i dziadka jest wynikiem przerażającej tajemnicy…
To był bardzo dziwny film i nie bardzo wiem, co o nim sądzić. Prawdopodobnie problemem jest nietypowa konwencja, ni to horroru, ni to czarnej komedii. Dodatkowo scenariusz napisany jest tak, że już od połowy filmu było wiadomo, co jest nie tak. W pewnym momencie Shyamalan decyduje się na ucięcie wątków czarnej komedii i zrobienie z tego pełnoprawnego horroru, jednak ma na całość za mało czasu. Za to na zdecydowany plus zabawa konwencją found footage, z ładną, gładką pracą kamery (jeżu, jak ja nie cierpię tych trzęsących się ujęć). Na plus również aktorstwo, bo choć nie są to gwiazdy to świetnie sobie radzą ze swoimi rolami.

Spectre (2015)7722581.3
Lubię Bondy z Danielem Craigiem. Spectre już w okolicy premiery kusiło świetną obsadą i niezłym trailerem, ale zdecydowanie negatywne głosy Salantora z Bobrowni, Myszy (bo Mysz chyba pisała coś o Spectrze, prawda?), Ichaboda i Zwierza Popkulturalnego sprawiły, że nie nastawiałam się na dobry film.
Tajemnicza wiadomość na temat przeszłości Bonda skieruje go na trop złowrogiej organizacji WIDMO. Podczas gdy M toczy polityczną batalię o przyszłość MI6, agent 007 odkrywa przerażającą prawdę o najpotężniejszej instytucji przestępczej świata.
Nowy Bond ma świetną obsadę (Andrew Scott ukradł film), cudowną sekwencję otwierającą, będącą jednym ciągłym ujęciem i totalnie nie ma fabuły. Serio, spodziewałam się, że ten film jest słaby (bo naczytałam się już opinii w internecie) i nie liczyłam na coś, co mnie zauroczy i wciągnie, ale miałam nadzieję na fajne kino rozrywkowe. Połowę tego filmu można byłoby wyciąć, bo nie wnosi nic do fabuły, a tylko ją sztucznie wydłuża. Spectre idealnie się sprawdza jako antyreklama Aston Martina DB10: „Nie kupujcie, nie nadaje się do parkowania na dnie rzeki”.

7505807.3Gambit (2012)
Śmierć Alana Rickmana wstrząsnęła mną do głębi, ale stworzyła również okazję, by obejrzeć filmy, w których wystąpił, a ja ich jeszcze nie widziałam i co więcej wcześniej nie miałam motywacji, żeby je zobaczyć.
Harry Deane, spokojny z natury kustosz imponującej kolekcji obrazów ekscentrycznego Lorda Shabandara, ma już dość swego wyjątkowo wrednego szefa. Wymyśla więc szatański plan zemsty za doznane krzywdy – zamierza skłonić Lorda do zakupu zaginionego bezcennego arcydzieła Moneta. Oczywiście dzieło jest falsyfikatem, ale Harry ma doskonały plan.
Mocno niedoceniony film. Bardzo zabawny (zwłaszcza sceny w hotelu były po prostu kopalnią świetnych gagów), nie tylko humorem słownym, ale też sytuacyjnym. Jeśli dodamy do tego jeszcze naprawdę świetną fabułę, którą ciężko jest na początku rozgryźć (zakończenie zaskakuje) oraz genialną realizację (montaż tego filmu to maestria) i podlejemy to wszystko genialną obsadą (Alan Rickman, Colin Firth i Cameron Diaz), która zagrała absolutnie zjawiskowo, to otrzymamy film bliski ideałowi.

Zjawa (2015)7722530.3
Di Caprio po raz kolejny kandydatem do Oscara? Głośno mówi się, że ten film może dać mu wymarzoną nagrodę? Koniecznie muszę zobaczyć ten film!
Rok 1822. Legendarny podróżnik i odkrywca Hugh Glass zostaje brutalnie zaatakowany przed niedźwiedzia i pozostawiony przez kamratów na pewną śmierć w niedostępnym terenie. Aby przeżyć, musi zmierzyć się z morderczą zimą i zdradą jednego z towarzyszy, który porzuca go z dala od cywilizacji bez nadziei na ratunek. Dzięki niezwykłej sile woli Glass pokonuje przeciwności losu, by odnaleźć siebie i wymierzyć sprawiedliwość wrogom.
Film o tym, jak Di Caprio walczył z niedźwiedziem i przez pół filmu próbował nie umrzeć, a przez drugie pół szedł przez śnieg. To tak w skrócie można byłoby powiedzieć o fabule i wiele z prawdą byśmy się nie minęli, ale choć można sądzić, że film na podstawie takiego pomysłu będzie słaby, to okazuje się wciągać jak bagno. To jednak chyba zasługa naprawdę świetnej obsady (Di Caprio, Hardy i Gleeson) i ich doskonałej gry aktorskiej oraz efekt świetnych zdjęć i doskonałego montażu (choć w kilku miejsach miałam wrażenie, że oglądam film przyrodniczy). Generalnie polecam, bo warto.

7707670.3Łowca czarownic (2015)
Ostrzyłam sobie zęby na ten film, bo Vin Diesel i klimat urban fantasy. Myślałam, że może będzie to nowy Hellboy (skoro Del Toro nie spieszy się z nakręceniem trzeciej części, to może jakiś tytuł zapełni tę lukę), ale okazało się, że moje nadzieje były płonne.
Pięćset lat temu wybuchła wyniszczająca wojna między ludźmi, a zastępami czarownic pragnącymi pogrążyć Ziemię w chaosie. Dzięki męstwu i poświęceniu łowców czarownic udało się uchronić świat przed zagładą. Jeden z nich – Kaulder uśmiercił ich Królową, która umierając rzuciła na niego klątwę nieśmiertelności. Dziś Kaulder wciąż błąka się po świecie poszukując renegatów, którym udaje się przedostać z mrocznych odmętów w świat ludzi.
Film o tym, jak Frodo przeszedł na ciemną stronę mocy, Riddick zabijał wiedźmy, a pomagała mu w tym laska Jona Snowa. Nudnawe kino bez polotu, choć z zapowiedzi wynikało, że będzie to całkiem dobry film akcji. Tymczasem mamy ciekawy koncept, średnie wykonanie i Vina Diesela, któremu nie chce się grać. Dodatkowym gwoździem do trumny są efekty specjalne rodem z lat dziewięćdziesiątych. Kurczę, a miało być tak fajnie!

Batman vs. Robin (2015)7685223.3
DC kupiło mnie swoimi filmami animowanymi (jak do tej pory pochłonęłam trzy, ale ostrzę sobie zęby na kilka kolejnych), a na dodatek Batman w wersji animowanej jest mi po prostu bliski (taki sentyment – dzieciństwo należało do animowanych bajek o nim albo o Spidermanie).
Damian Wayne nie jest zwykłym chłopcem – przywdziewając płaszcz Robina, uparcie stara się dotrzymywać kroku swemu ojcu, Batmanowi. Podczas badania miejsca zbrodni Robin spotyka Talona, który odkrywa przed nim sekrety tajnego stowarzyszenia – Trybunału Sów. Bądź świadkiem walki, która ukształtuje nie tylko przeznaczenie, ale i przyszłość Robina!
O mój jeżu, jakie to było fajne. Naprawdę przyjemna animacja połączona z fabułą, która wciągnęła mnie i zaangażowała tak mocno, że zapomniałam o otoczeniu. Do tego mamy naprawdę ciekawie napisane postacie (zarówno Bruce, jak i Damian są świetnie napisani – konflikt między nimi elektryzuje) oraz bardzo ładną animację (choć Bruce jest dla mnie tutaj nieco zbyt okrąglutki).

A jakie wy filmy widzieliście w styczniu? 

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *