Bo Rick zna się na wszystkim i jeszcze kilku rzeczach – The Walking Dead S05E16 „Conquer”

Wiem, że minął tydzień od premiery finałowego docinka piątego sezonu The Walking Dead, ale musiałam sporo spraw przemyśleć, ułożyć to sobie w głowie i ochłonąć. Rozumiecie, musiałam spojrzeć na to wszystko chłodniejszym okiem.

Zacznijmy może od tego, czego się spodziewałam. A moje oczekiwania były wielkie, w końcu to finał sezonu, prawda? No i jeszcze ekipa TWD podkręcała emocje – jak chociażby Norman Reedus apelujący do widzów, żeby przygotowali sobie chusteczki. I tak cholernie nakręcona zasiadłam przed telewizorem, zdenerwowana i oczekująca na wielkie finałowe BUM!

Okazało się, że w sumie zapowiedzi Normana należałoby potraktować jako standardowe podkręcanie emocji przed ostatnim odcinkiem, nie zaś realną zapowiedź. I to mnie mocno zabolało, przez co odcinek, choć nie należący do najgorszych spodobał mi się mniej niż powinien.

Morgan

Szalenie podobało mi się pojawienie się Morgana na początku epizodu. Powrócił po siedmiu odcinkach nieobecności, zupełnie niespodziewanie pojawiając się gdzieś w lesie. A potem jeszcze to spotkanie z gościem z W na czole, fajnie poprowadzona rozmowa. Sama jednak walka pomiędzy „wilkami” a Morganem była dość komiczna – kto z was nie miał skojarzenia z mistrzem kung-fu albo innych wschodnich sztuk walki? Jednak zostawienie tych gości zamkniętych w samochodzie nie było może specjalnie mądre – fajnie, że opóźnił pościg za sobą; jednak mimo wszystko zrobił głupotę, bo ci goście mogli iść jego śladem i w końcu go dogonić.

Daryl & Aaron

Sceny z tymi dwoma są bardzo fajne, choć uważam, że Daryl mocno nieostrożny się zrobił. Nie wiem dlaczego nie powstrzymał Aarona przed otworzeniem przyczepy, nie sprawdził, czy nie ma żadnych pułapek. Omal nie zginęli, bo nie przyjrzeli się bliżej wszystkiemu przed polowaniem na zapasy. To już Glenn jest ostrożniejszy (via wyprawa po te cosie do baterii słonecznych).

Rozmowa w samochodzie była naprawdę niesamowita, aczkolwiek Daryl chcący się poświęcić mnie za bardzo nie przekonał. To znaczy – sama bohaterskość tej postaci i taka właśnie postawa mi pasuje, ale nie mogłam uwierzyć, że twórcy postanowią go zabić i dadzą mu taką właściwie idiotyczną śmierć. No i okazało się, że miałam rację nie wierząc w cudowny plan ucieczki, bo pojawił się Morgan ex machina (no po prostu dla mnie nie ma wytłumaczenia, dlaczego zjawia się dokładnie w tamtym miejscu). Och niemal boskim trafem ratuje właściwe osoby i jedzie z nimi do Ricka.

Alexandria

Gabriel. Zacznijmy od tego, że życzyłam mu, aby znalazł się jak najszybciej w królestwie niebieskim, bo facet tak mnie już niemożebnie wkurza. Zaczynając od wyprawy za mury i tej jego sceny z zombie (och, kibicowałam temu szwędaczowi jak żadnemu innemu wcześniej), poprzez powrót i kwestię niezamkniętej bramy (DUPEK!), aż do walki z Sashą. Miałam nadzieję, że najpierw zabije go ta wariatka, a potem że zrobi to Maggie, ale ona zamiast go zastrzelić to wzięła go za ręce i przeprowadziła sesję terapeutyczną. Cholera jasna.

Sasha. Jedyna osoba, która pamięta, że trupy należy pochować, żeby nie rozkładały się i nie przywabiały kolejnych trupów, a ponadto nie powodowały chorób. Myślałam, że jej po „Try” minęło ześwirowanie, ale scena kładzenia się w masowej mogile sprawiła, że w sumie przestałam tak myśleć. A potem jeszcze wpadła do księżula, żeby szukać u niego pomocy.

Glenn. Do jego zachowania w tym odcinku mam chyba największe wątpliwości. Idzie za Nickiem do lasu zupełnie się nie zabezpieczając, nie mówiąc nikomu dokąd idzie. I cholera, nie dość, że zostaje postrzelony przez tego dupka, potem o mało nie zjedzony przez zombie (no zaczęłam się bać, że zginie). Potem ma okazję do pomszczenia śmierci Noaha i cholera nie robi tego. Nie pociąga za ten pieprzony spust, mimo że o mało sam nie został zabity przez tego dupka. Wydaje mi się, że to miłosierdzie ugryzie Glenna w tyłek, że Nick coś jeszcze odwinie w kolejnym sezonie. I pytanie brzmi: po co Nicholas w ogóle idzie do lasu?

Rick. Ok, faza oszalałego dupka mu już przeszła jest z nim nieco lepiej, choć nadal jest dupkiem. I nadal jest szczeniacko wręcz zauroczony Jessie (hejtuję ten związek, bo Michonne jest fajniejsza i gdyby twórcy zdecydowali się ich połączyć w parę to strasznie bym shipowała ten związek, zwłaszcza ze względu na ich rozmowę przed wyruszeniem na „spotkanie”). Całe szczęście chwilę po wspomnianej rozmowie Rickprzełącza się w tryb najlepszego policjanta na świecie i zabija zombiaki, które weszły przez otwartą bramę do Alexandrii (wszystko przez Gabriela!), a potem ma wielkie wejście na spotkanie z zombiakiem na plecach i twarzą umazaną krwią. No to jest świetna scena, tak samo jak scena z Rickiem-egzekutorem, zabijającym Pete’a.

W ogóle podoba mi się dynamika końcówki odcinka – wszystko zaczyna się dziać bardzo szybko od pojawienia się na zebraniu Pete’a z kataną Michonne w dłoni. Raz! I ginie Reg. Dwa! Abraham ma już Pete’a w swoich czułych objęciach nisko przy glebie. Trzy! Rick zabija Pete’a. No i w końcu Deanna dostała za swoje – gdyby pozwoliła mu na to w „Try” to nie zginąłby Reg (całkiem sympatyczny gość w przeciwieństwie do swojej żony).

Co jeszcze mogę powiedzieć o tym odcinku? Cóż, scena Abrahamowo-Eugene’owa bardzo sympatyczna, tak samo właściwie jak początkowa rozmowa z Rickiem, w której biorą udział wszyscy liczący się członkowie grupy Grimesa. Bardzo mi się też podobało, że Maggie w końcu przestała być zapatrzona w Deannę jak w obrazek i pokazała, że mimo wszystko wspiera Ricka.

Mimo to nie czułam się, jakbym oglądała finał sezonu. Po prostu zabrakło napięcia, zabrakło akcji, a całość była bardzo mocno rozciągnięta w czasie. Odcinek był dobry, ale nie tak dobry, jak można by się spodziewać po zwieńczeniu bardzo dobrego (choć momentami strasznie nierównego) sezonu.

PS. Za jakiś czas napiszę też o tym, czego się spodziewam po sezonie szóstym.

PPS. Abraham mówiący, że Rick zna się na wszystkim i jeszcze kilku innych rzeczach <3 – najlepsza mowa obronna, jaką kiedykolwiek słyszałam.

PPPS. Carol też była w tym odcinku przecudowna.

7 thoughts on “Bo Rick zna się na wszystkim i jeszcze kilku rzeczach – The Walking Dead S05E16 „Conquer”

  • 7 kwietnia 2015 at 22:17
    Permalink

    Morgan-ninja! Uaaaooo! *ninja pozy* Fajnie, że wreszcie go wprowadzili do fabuły, najwyższy czas i ostatni dzwonek na dokładkę. Z nim to ogólnie jest taka sprawa, że on nie zabija ludzi, dlatego zamknął napastników w samochodzie. Nie pamiętam za dobrze odcinka, w którym Rick znowu go spotkał, poza tym że Morgan był w rozsypce i całe miasteczko zamienił w pułapkę jak z jakiejś kreskówki. Rick zasadził mu motywacyjną gadkę, Morgan zmienił podejście do życia i teraz jest pacyfistą. Na ile da się takim być w takiej sytuacji, no ale robi co w jego mocy. Kiedy uratował Aarona i Daryla, powiedział im, że każde życie się liczy. Pewnie mniej więcej coś takiego usłyszał od Ricka wcześniej. Zwróciłaś uwagę, jaki był zszokowany, kiedy pierwsze co zobaczył po przybyciu do Alexandrii, to Rick zabijający człowieka? No jakby mu serce pękło. Grimes którego znał już nie istnieje. Pewnie kiedy mu się wyjaśni sytuację, spojrzy na to jakoś inaczej, ale ja jestem pewna, że dojdzie do jakiegoś, hm, moralnego konfliktu, i Morgan może zacząć jakoś naprostowywać kręgosłup Ricka.
    Bo ja wiem czy Daryl i Aaron są tacy nieostrożni… W zasadzie nie mieli żadnego powodu, aby spodziewać się pułapki. W ogóle kto i po co by zastawiał takie coś? My wiemy, ale oni nie. Po terenie łaziły zombiaki, z tirów nie było nic słychać, wszystko sobie spokojnie stało, żadnych powodów do podejrzeń. Poza tym to było zabawne, klapy jadą do góry i bum, wysyp żywych trupów. x D I scena kiedy Daryl skosił łańcuchem trzech zombie, boru, jakie to było piękne. <3 Czemu ten serial nie może mieć więcej takich scen?
    Kogo Gabriel nie wkurza? Ale jakoś, no nie wiem… On ewidentnie ma jakiś problem, ze sobą, z innymi, ze wszystkim, albo tylko ze sobą, ale przekłada to na innych. Z jednej strony nadaje na naszych, z drugiej chce się zabić, z trzeciej jednak nie, z czwartej sam nie wie co robi, z piątej twierdzi, że Sasha nie ma prawa tam być, że ona i wszyscy inni na to nie zasługują, ale nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że siebie też ma na myśli. Tak długo żył sam, cały czas rozpamiętywał to, co zrobił, dusił to w sobie, próbował dalej być w porządku, no bo jest księdzem, ale zaczęło wyłazić brudne na wierzch no i mu odbija. Bramy nie zamknął, no idiota jak nic, nie da się zaprzeczyć, ale on wtedy w ogóle ledwo co kontaktował. Niby do niego docierało, że ten chłopak coś mówił, ale od razu to ulatywało. Brama? A, tak, jasne, em, co to ja… Nie usprawiedliwiam go, ale żal mi go, no i jest nieco żałosny.
    Sashy może zacznie się polepszać w następnym sezonie. Skoro siedzi na wieży i robi za snajpera jak Andrea w komiksie, to musi być bardziej zrównoważona. Ta ostatnia scena z nią, Gabrielem i Maggie jest zresztą dosyć symboliczna. Glenn pewnie poszedł za Nickiem bo myślał, że ten coś kombinuje, Gdyby poszedł po broń czy kogoś innego, zgubiłby go, i na to pewnie liczył Nick, że Glenn za nim polezie i wtedy po cichu, w lesie, spokojnie go załatwi. A to że ostatecznie ten tchórz nie został zabity dobrze świadczy o Glennie, nie załamał się całkowicie, wciąż jest sobą i wciąż szuka innych rozwiązań. Z Deanny coraz bardziej wyłazi małostkowość. Kiedy ona traci, to można jak najbardziej łamać wszystkie zasady. Chociaż może kiedy emocje opadną to przejrzy na oczy i dojdzie do niej, co się dzieje i jakie decyzje trzeba teraz podejmować, albo będzie się wstydzić tego co zrobiła, ale nie będzie mogła się już wycofać i będzie z tego powodu dalej robić głupoty. I ta scena z nią i Maggie na ganku, kiedy ta druga przyszła pogadać o spotkaniu. Maggie tak strasznie nic nie wie o traceniu, żadne z nich nie straciło tyle, co nasza droga pani polityk, i żadne tyle nie cierpiało. Straciła syna, który zginął przez własną głupotę, no największa tragedia na świecie i gorzej już być nie może. Ogólnie to wiadomo, każda śmierć jest tragiczna, ale teraz tylko to przez nią przemawia, mimo iż stara się to ukrywać to widać jak najbardziej, że napędza ją w działaniach żałoba, ale to też właśnie doskonale pokazuje, jak słabi oni są, jak niewiele doświadczyli tego nowego świata, jak niewiele przeżyli.
    I zgadzam się, że nie było za bardzo czuć, że to finał sezonu. Jakoś tak… bez rewelacji pod tym względem.

    Reply
    • 11 kwietnia 2015 at 08:50
      Permalink

      No wiesz, Daryl zawsze wszystko sprawdzał, z natury jest dość ostrożnym człowiekiem, a tu właściwie zostawia Aarona z tyłu, pozwalając mu grzebać, gdzie i jak, zupełnie nie przejmując się niczym. No ja uważam, że to dość nieostrożne zachowanie, zwłaszcza jak na wielkiego łowczego Daryla 😀
      Uważam, że Nick coś kombinuje – może jest w zmowie z Wilkami? Lezie do tego lasu, bo sądzi, że Glenn za nim pójdzie? Wydaje mi się, że to tajemnica, którą wyjaśnią w kolejnym sezonie. I mam wrażenie, że miłosierdzie Glenna ugryzie go mocno w tyłek.
      No Deanna jest strasznie małostkowa – nie wiesz, ile straciliśmy. Serio? Ja myślę, że Maggie mogłaby obdzielić ich wszystkich tymi swoimi nieszczęściami. Z resztą cała grupa Ricka to takie doświadczone przez życie osoby, że jak się spojrzy na mieszkańców Alexandrii to można właściwie pomyśleć „co wy wiecie w ogóle o życiu w tych czasach?”. No i ich straty w głównej mierze były spowodowane tym, że sami sobie zawinili albo co gorsza – zostawili swoich 🙂

      Reply
  • 14 kwietnia 2015 at 19:36
    Permalink

    Czyżbyś sugerowała, że Daryl rozmiękł od tęczowej magii przyjaźni na idyllicznym przedmieściu? 8D W zasadzie tak, Daryl jak każdy kto potrafi przetrwać, najpierw celuje, potem zerka czy czego gdzieś nie ma. Ale do tej pory nie mieli do czynienia z czymś takim, buszowali po domach, magazynach, ogólnie budynkach wszelkiej maści, a tu se tylko tiry stały. Kto by pomyślał, że może z nimi być coś nie tak?… Choć z drugiej strony to by też dziwne było, że do tej pory nikt ich nie ograbił. Ja tam po zabraniu zapasów bym się raczej nie zajmowała zamykaniem tego z powrotem, tylko bym tak zostawiła. Ale ja niechluj jestem. ;d
    Też tak pomyślałam, że może ma jakieś powiązania z Wilkami, ale chyba za tchórzliwy na to jest. I wygląda na to, że Wilki nie wiedzą w ogóle o istnieniu Alexandrii. Może w dopiero w przyszłości Nick się z nimi zakumpluje. Albo stanie się porządnym i wzorowym obywatelem. ;d
    O ile w ogóle stracili kogoś ze swojej społeczności, kto był z nimi od początku lub przez przynajmniej ponad połowę czasu od początku apokalipsy. Bo odnoszę wrażenie, że najpewniej tracili tylko obcych, ktoś nowy się nie dopasował i go wygnali, ktoś stracił życie na wypadzie, takie tam.

    P.S. „Gra o Tron”? 8D W zeszłym roku tylko czytałam, teraz mogę nawet zacząć komentować. xD

    Reply
    • 14 kwietnia 2015 at 20:16
      Permalink

      Nie, nie jesteś niechluj, tylko po prostu dajesz innym do zrozumienia, że nie mają czego tam szukać. Albo po prostu zwijasz się z miejscówki byle szybciej. Jedyną sytuacją, w której bym pozamykała przyczepy byłaby albo taka sytuacja jak tutaj, albo moment, w którym nie zabrałabym wszystkiego i miałabym na oku cały teren, żeby nie stracić zapasów. No i ewentualnością zawsze pozostaje również to, że nikt tego nie tknął, co nie jest takie oczywiste. Tak czy siak sprawdziłabym to wszystko ostrożniej nieco, chociaż Daryl i tak był mocno ostrożny, bo sprawdzał budynek.
      Pewnie na początku istnienia społeczności stracili wiele osób. I przy takiej zasadzie, że jak zombie przyłażą to zostawiają gościa, to musieli mieć spore przestoje w pracy i kilka osób martwych.
      A tak mi się teraz nasunęło – czy Enid jest kompletnie sama w Alexandrii? Gdzie jej rodzice? Ktokolwiek?

      Reply
  • 15 kwietnia 2015 at 21:49
    Permalink

    Dokładnie to co napisałaś. Apokalipsa, nie apokalipsa, nie ma powodu żeby nie być miłym dla innych. (: I sytuację można spokojnie zwalić na Aarona, to on się pierwszy rzucił do otwierania tirów, kiedy Daryl sprawdzał teren.
    Nooo… W zasadzie to ten płot nie stał tam od początku, musieli go zbudować, a przez ten czas jakoś dawać sobie radę na otwartym terenie, więc można założyć, że musiało tam często a gęsto dochodzić do wypadków śmiertelnych. Ale wtedy ci ludzie byliby bardziej doświadczeni, twardsi. Chyba dopiero życie już za ogrodzeniem tak ich zmiękczyło.
    Wychodzi na to, że tak, jest tam sama.

    Reply
    • 15 kwietnia 2015 at 22:02
      Permalink

      No ale to, że jedni są mili, nie oznacza, że inni będą tacy sami. Wiadomo, że ci, którzy dożyli tego momentu to albo kompletni szczęściarze, degeneraci albo grupa Ricka, która jest po części tym i tym, a człowieczeństwo się ich trzyma tylko dlatego, że ich przywódca był przedstawicielem prawa.
      Oczywiście, że ich rozmiękczyło, bo mieli to wszystko, czego za murem już nie ma – elektryczność, bieżącą wodę i z początku pewnie bardzo duży dostęp do zapasów.
      Pytanie więc – co stało się z jej rodzicami? Czy przybyli z nią do Alexandrii i zginęli przez kogoś (może byli w poprzedniej grupie wypadowej Aidena i Nicka?), czy może Enid przyszła sama?

      Reply
  • 18 kwietnia 2015 at 20:30
    Permalink

    Ja nie dość, że bym była jedną z pierwszych osób zmienionych w zombie, to potem byłabym jednym z pierwszych ubitych zombie, więc o survivalu totalnie nie mam pojęcia, i nie wiem czy takie miłe, szczodre, dobre i fokle cudowne osoby przeżyłyby tak długo. ;d Ale tacy jak Rick, albo już prędzej Glenn, to zgaduję, że pewnie by jednak zostawił razem z innymi wszystko otwarte, bo jako tako są jeszcze w stanie myśleć o innych ludziach. Co prawda z czasem ta troska jest coraz bardziej wypaczona, no ale.
    W zasadzie to ich nawet nic nie rozmiękczyło, oni są cały czas tacy sami, jacy byli jeszcze przed końcem świata. No, może nie całkowicie, bo jednak przyjęcie do wiadomości, że trupy wstają z grobów i jedzą ludzi może jakoś wpłynąć na człowieka.
    Mi się wydawało, że ona sama przybyła do Alexandrii, i nawet jej Aaron nie sprowadził, tylko właśnie sama przyszła.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *