„Bestia najgorsza” Michała Cetnarowskiego, czyli sny o poincie i zakończeniu

Mam słabość do Kontrapunktów od Powergraphu. Jak dotąd żadna z książek, którą przeczytałam w ramach tej serii mnie nie zawiodła. Żadna, aż do momentu „Bestii najgorszej”. Podchodziłam do tego zbioru opowiadań z dużym entuzjazmem, który w miarę lektury słabł coraz bardziej. Nie zrozumcie mnie jednak źle – to nadal sprawnie napisane historie, ale czegoś mi zabrakło.

W ramach „Bestii najgorszej” otrzymujemy sześć opowiadań, których wspólną cechą jest to, że opowiadają nam o człowieku. Z różnych perspektyw, w różny sposób, ale to właśnie homo sapiens sapiens i jego psychika, postępowanie czy w końcu relacje z innym człowiekiem. Rozpiętość gatunkowa jest tutaj bardzo wysoka, bo dwa z utworów można byłoby zaklasyfikować nawet do horroru, trzy do weird fiction a jeden można byłoby uznać nawet za erotyk.

Tytułowe opowiadanie, czyli „Bestia najgorsza” sprawiła mi chyba największy zawód. Zaczyna się wybuchowo (dosłownie i w przenośni), by potem zacząć krążyć wokół jakiegoś zamysłu autora. Niestety problem polega na tym, że nie wiem, co Cetnarowski chciał tak naprawdę opisać. Nie wiem, co zamierzał bohater jego opowiadania Jan Korwin Maria Pałuba i o czym, poza chorobą psychiczną, może świadczyć jego zachowanie. Zabrakło mi tu pointy, czegoś, co sprawiłoby, że ten utwór ma jakiś cel poza snuciem historii samej dla siebie. To znaczący problem, zwłaszcza kiedy autor prezentuje nam tak dziwną, zagadkową wręcz postać, której zachowania nie da się w żaden sposób zinterpretować. Chyba że to było celem, zaprezentowanie właśnie tej… nieracjonalnej, ciężkiej do zrozumienia i w żaden sposób niewytłumaczalnej strony ludzkiej natury i psychiki.

Następująca zaraz po nim „Pustynia rośnie” to jeden z dwóch teoretycznych przedstawicieli horroru. To historia o rozpadzie psychiki, o pogrążaniu się w coraz większym szaleństwie. Z początku wszystko brzmi racjonalnie, przekształcając się później w surrealistyczny sen na jawie śniony przez schizofreniczny umysł nienazwanego bohatera. To studium zmagania się z postępującą chorobą, najpierw wyniszczającą relację rodzinną, potem ogarniającą inne aspekty życia, sprowadzającą kolejne nieszczęścia i problemy na bezimienną główną postać. A może to całe opowiadanie jest tylko zabawą z czytelnikiem, okrutną ale zabawą? Wskazywałoby na to jedno – w pewnym momencie bohater zaczyna pisać dziennik, w którym opisuje samego siebie, poddawanego przez los coraz większym próbom. „On bis” także wkrótce zaczął pisać i tworzyć kolejnego „jego”. Czy zatem nie można byłoby założyć, że mimo pozornej narracji trzecioosobowej mamy do czynienia z bohaterem-narratorem, który zwodzi czytelnika, każąc mu wierzyć w schizofrenię bezimiennego? Czy to opowieść w opowieści, udająca, że tym nie jest?

„Kwantowi kochankowie” to znowu weird fiction, znowu trudne do interpretacji, po części będące historią snutą dla samego snucia. Jednym wielkim rozważaniem głównej bohaterki, czekającej na powrót swojego zaginionego męża. Z jednej strony mamy kwestionowanie istnienia męża, potem zaczyna się kwestionowanie dotychczasowego życia. Kinga Wójcik, główna bohaterka, nie ma pojęcia, czy jej wspomnienia są prawdziwe, czy może było zupełnie inaczej. Problemem jest tutaj głównie to, że ta dwoistość sytuacji „znałam/nie znałam”, „miałam z nim dziecko/nie miałam” występuje dość rzadko, przez co można uznać je za ozdobnik niż środek do realizacji założenia fabularnego opowiadania. Co powoduje, że tak naprawdę ciężko jest docenić ten tekst, a jeszcze ciężej go interpretować.

Kolejne opowiadanie, „RP Productions”, część czytelników mogła kojarzyć z antologii „Pożądanie”. Spod płaszczyka satyry o przaśnym porno-biznesie, wyziera opowieść o eksplorowaniu własnego erotycznego ja. Historia Pawła Łazarczuka to tak naprawdę nie droga od onanizatora do gwiazdy porno, a historia o powolnym odkrywaniu świata doznań płciowych. To opowiadanie pokazujące, że gdzieś w głębi w każdym homo sapiens sapiens kryje się homo eroticus. Problemem znowu jest tu brak jakiejkolwiek pointy, jednego celnego zdania. Czegoś, co skutecznie podsumowałoby zarówno Łazarczuka jako człowieka rozumnego, jak i człowieka erotycznego.

Kolejnym utworem i drugim przedstawicielem horroru w tym zbiorze jest „Strach. Historia rodzinna”. Cetnarowski buduje atmosferę napięcia, oczekiwania na nieznane, nieokreślone zło. Kulminacja jednak nie nadchodzi – finał opowiadania rozprasza nagromadzone emocje, zaprzepaszczając potencjał całej historii. Saga rodzinna Strachów to opowieść o spersonifikowanym przerażeniu, przerażeniu w postaci Potwora. Przez większość lektury miałam wrażenie, że Potwór jest realny, że to ojciec Strachów, finał sprawił, że zaczęłam w to wątpić. Oprócz opowiadania nam o spersonifikowanym, niemalże namacalnym strachu to też historia o ludzkich charakterach, słabościach, zaś rodzeństwo reprezentuje archetypy ludzkich zachowań. Gdzieś jednak czuje się, że to opowiadanie nie skończone, wyraźnie urwane.

Najlepiej z całego zbioru prezentuje się za to „Żadna na ziemi rzecz”. Ciężko jest interpretować utwór nie zdradzając jego cudownego twistu fabularnego. Choć z drugiej strony nie bardzo jest co tutaj interpretować – idea, którą Cetnarowski chce przekazać w tym opowiadaniu jest wyłożona niemalże wprost. Jednak ta prostota i dosłowność są główną bronią tej historii przez co z powieści o zbuntowanej nastolatce zamienia się to w pięknie spointowaną historię o naturze ludzkiej.

Po zakończeniu lektury czułam zawód i wyraźny brak. Nie wiem, czy zabrakło Centarowskiemu błyskotliwości (bo na pewno nie wprawy, wszak jest doświadczonym redaktorem i autorem), czy pomysłu na dociągnięcie tych opowiadań do jakiejś wyraźniejszej pointy. To porządnie napisane opowiadania, warsztatowo i językowo świetne, tyle że… po prostu wydały mi się tak bardzo niedokończone. A to z kolei prowadzi do zawodu, bo wszystkie poprzednie pozycje wydane w ramach Kontrapunktów były błyskotliwe, świeże, inne. Wyróżniały się, zaś „Bestia najgorsza” wydaje się przy nich dość nijaka, mimo że to nadal całkiem niezły zbiór opowiadań.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Powergraph.

2 thoughts on “„Bestia najgorsza” Michała Cetnarowskiego, czyli sny o poincie i zakończeniu

  • 3 lipca 2017 at 00:54
    Permalink

    Ja w swojej recenzji napisałem:

    „Problemem dla części odbiorców może brak tu czegoś, co w języku angielskim określa się jako „closure„, czyli poczucia sensu, finalności. Mówiąc zaś nieco bardziej dosadnie – w przypadku niektórych opowiadań trudno może być znaleźć odpowiedź na jakże fundamentalne pytanie: „i co z tego?” Ocena tego zbioru będzie w dużym stopniu zależna od podejścia do tej właściwości.”

    Innymi słowy – mi się wydaje, że te zakończenia były zamierzone, a nie wynikały z braku pomysłu.

    Reply
    • 4 lipca 2017 at 22:50
      Permalink

      No nadal mi ten brak zamknięcia bardzo przeszkadzał. Zamierzone czy z powodu braku pomysłu – te opowiadania traciły, bardzo traciły na braku jakiegoś wyraźniejszego finału. Bałam się, że ostatnie opowiadanie też będzie cierpiało z tego powodu, ale pięknie się udało Cetnarowskiemu je „zamknąć”.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *