A jak Alexandria – The Walking Dead S05E13 „Forget”

Po obejrzeniu dwunastego odcinka TWD byłam ciekawa dalszego obrotu spraw w Alexandrii. Kolejny epizod, „Forget”, z jednej strony mnie usatysfakcjonował, z drugiej jednak – pozostawił pewien niedosyt. Ale było w nim sporo momentów, w których pytałam się sama siebie i Turela: „Co oni kombinują?”. Zanim zasiądziecie do lektury uprzedzam lojalnie – tym razem będzie mocno niechronologicznie.

Sasha przez cały odcinek dziwnie się zachowywała. Zaczęło się od poranka, kiedy rozbudzona wpatrywała się w fotografie wiszące na ścianach, a prawdopodobnie należące do poprzednich właścicieli (i tu mała dygresja – pierwszy dom był całkowicie wysprzątany, dlaczego ten nie został?). Ok, rozumiem, że nasza bohaterka ma prawo czuć się podle, bo w kilka tygodni straciła zarówno faceta, jak i brata, ale jej zachowanie wyjątkowo mnie irytowało. Najpierw to strzelanie do zdjęć, potem „wezmę wszystkie możliwe warty” aż po wybuch na przyjęciu. Rozumiem, że nie może patrzeć na mieszkańców Alexandrii, którzy spokojnie przesiedzieli sobie w domkach całą tę apokalipsę, kiedy ona i jej bliscy musieli walczyć o życie. I rozumiem też to, że Sasha przeżywa nadal stratę Boba i Tyreese’a, ale zachowuje się nierozsądnie. Poza tym wcale nie musi przebywać z mieszkańcami, może przecież obracać się wśród swoich i ze swoimi przyjaciółmi porozmawiać. Dodatkowo wydaje mi się, że Sasha zaczyna szaleć – te głosy zombie, kiedy strzelała do zdjęć; czy atak na przyjęciu mogą być zaczątkiem czegoś groźnego.

Rick, Carol i Daryl od samego początku coś knują – spotkanie w lesie wybitnie tego dowiodło. I choć tak naprawdę nieco później dowiadujemy się, co było efektem ich konspiracyjnych narad, tajemnica, jaką na początek to ze sobą niesie jest zbyt wielka i nieco męcząca. No dobra, w końcu jednak twórcy uchylają jej rąbka i okazuje się, że wszystko po to, by zaopatrzyć się w broń, która prawdopodobnie może im posłużyć do wprowadzenia własnego porządku w Alexandrii. Plan mają całkiem sprytny (zwłaszcza z Carol udającą kurę domową, która boi się broni i ona tak naprawdę robi tylko ciasteczka), ale realizacja nieco szwankuje. Co jest powodem? Nikt nie chroni tyłów Carol – Daryl jest zbyt dobrze pilnowany, a Rick nie może opuścić przyjęcia – i przez to kobieta zostaje nakryta przez ciekawskiego synalka Jessie. Całe szczęście, że Carol jest przekonującą osobą i mały nie powie niczego matce. Z drugiej strony nie spodobała mi się wizja Carol-dzieciobójczyni, którą sama przedstawiła. Ostatecznie Daryl nie bierze kradzionej broni – czy zadecydował o tym poprzedni wieczór spędzony w towarzystwie Aarona i Erica, czy może po prostu najlepiej mu z kuszą (i wydaje mi się, że kusza może w razie kłopotów wystarczyć).

Daryl napotyka w lesie na Aarona (który prawdopodobnie szlaja się za nim z polecenia Deanny albo z własnej inicjatywy – tego jeszcze nie rozgryzłam) i razem (choć ze strony Daryla to było przyzwolenie w stylu „skoro musisz”) łażą po lesie. Napotykają konia, który kilkukrotnie uciekał Erykowi i Aaronowi, i postanawiają go złapać. Pech chce, że zwierzę spłoszone przez zombie wpada w pułapkę i ginie rozszarpane przez głodne umarlaki – smutny widok. Okazuje się, że Aaron i Daryl mają ze sobą wiele wspólnego, jak chociażby to, że w aleksandryjskiej społeczności są outsiderami. Później Daryl podejmuje próbę wejścia na przyjęcie powitalne, ale ostatecznie się rozmyśla i trafia do domu Aarona i Eryka, gdzie wspólnie z nimi je kolację. Przy jej okazji dowiadujemy się też, że Daryl ma zastąpić Eryka w wyprawach werbowniczych, a Aaron nawet specjalnie na tę okazje przygotowuje motor. Cieszę się niezmiernie, że zobaczymy z powrotem Daryla na motorze, ale mam również wrażenie, że jest to próba rozdzielenia grupy na części.

Rick w tym odcinku jest rozdarty – nie ufa jeszcze Deannie (ja w sumie też jej nie ufam, bo jest takim typowym politykiem, gadane ma, ale co po za tym?), ale z drugiej strony Alexandria mu się podoba. Stara się jednak nadać jej nieco bardziej militarny charakter, bo z doświadczenia wie, że może przydarzyć się sytuacja, w której pojawi się ktoś, kto będzie chciał ją przejąć albo zniszczyć. Później na przyjęciu Rick stara się zachowywać normalnie, ale widzę, że idzie mu to opornie – wciąż spięty, wciąż czuwa. I powiedzcie mi proszę – czy to Jessie podrywa Ricka, czy Rick flirtuje z Jessie? Kto sprowokował całusa? A odnosząc się do końcówki – czy Rick wyczuwa te zombiaki jakimś szóstym zmysłem, czy jak?

Zanim skończę, warto dodać jeszcze kilka rzeczy – Maggie, jako sekretarkę Deanny (obawiam się, że Greenówna będzie miała ciężko, kiedy przyjdzie wybierać członkini Kongresu czy Rick); Michonne w mundurze (i kolejny element komiczny, czyli ucinamy sobie troczki kataną) i Michonne w sukience oraz Michonne odwieszającą katanę na kołek. Jest też Rosita w sukience i filozofujący Abraham. A nade wszystko interesuje mnie jeszcze odpowiedź – kto wycina zombiakom W na czołach (a może to M, M jak Morgan)?

Odcinek jak widzicie trochę mi się podobał, a trochę nie. Sceny, w których występowała Sasha były dziwne i irytujące; nie rozumiem też kierunku, w którym twórcy prowadzą postać Daryla. I co do cholery miały znaczyć te teksty o pani Neudmayer i jej maszynce do makaronu? No i wreszcie nasuwa mi się jeszcze tylko krótkie pytanie (bo finał sezonu coraz bliżej) – co twórcy planują?

PS. Zastanawiałam się nad interpretacją tytułów odcinków w Alexandrii. Pierwszy z serii to „Remember” – czyli „Pamiętaj”, bo ludzie Ricka powinni pamiętać kim są. „Forget” – „Zapomnij” prawdopodobnie odnosi się do Sashy (zapomnij o fatalnej passie/zapomnij o tym, co spotkało cię złego). Później będzie „Spend”, który jest najtrudniejszy do interpretacji (podejrzewam, że dopiero po obejrzeniu odcinka będę mogła powiedzieć, do czego się odnosi); po nim jeszcze tylko „Try”, czyli „Próbuj” oraz „Conquer” – „Pobijaj” (co oznacza tylko tyle, że Rick przejmie władzę nad Alexandrią).

 

Sharing is caring!

6 thoughts on “A jak Alexandria – The Walking Dead S05E13 „Forget”

  • 16 marca 2015 at 21:21
    Permalink

    Guziczeeek, nieee!!! D;
    Na samym początku odniosłam wrażenie, że zaraz ktoś zginie. Co było nieco dziwne, bo już, tak od razu na samym początku by się Sashy pozbyli? No ale jednak nie. Nie ona. Bo jednak ktoś zginął i dlaczeeegooo!!!??? *czarna rozpacz i gorzkie łzy* Wracając do Sashy – jak dla mnie to ona się już pogodziła ze stratą swoich mężczyzn, i wariuje raczej z powodu tego spokoju, nie przejmowania się niczym, tego, że na zewnątrz panuje chaos i śmierć, a alexandryjczycy sobie urządzają przyjątka jak gdyby nigdy nic, jakby nic się nigdzie złego ani niezwykłego nie działo. Drażni ją to ich mentalne odcięcie się od świata. Koniec świata? Gdzie? Nie, pfff, nie, u nas nic takiego nie ma więc wymyślacie sobie problemy, proszę, masz tu drinka i koreczki serowe, weź się uspokój i nie rób scen.
    Ej, no właśnie, oni tak sobie knują we trójeczkę, a reszta? To wygląda tak, jakby nikt poza nimi nie został wtajemniczony. I oni myślą, że jakby co, bez choćby żadnego wspólnego ustalania priorytetów czy planów awaryjnych, reszta grupy bez żadnego zająknięcia za nimi pójdzie? Rick naprawdę myśli, że kiedy zrobią pucz, to np. już w zasadzie spacyfikowana Michonne żwawo przytaknie na to, co się dzieje? Nie wiem, może mają jakieś tam ogólne ustalenia, ale na razie to właśnie tak wygląda – Rick, Carol i Dary sobie, a reszta grupy sobie.
    Jak dla mnie to Daryl odmówił wzięcia broni, bo powoli zaczął zmieniać zdanie co do tego całego planu. Niby otwarcie się nie sprzeciwił i dalej jest w spisku, ale już jakby ma wątpliwości. Fokle to fstyd i hańba panie Dixon, tak się tanio sprzedać. Dali ci motór i zaproponowali trójkasdfghjkl nakarmili spaghetti, a ty już podważasz decyzje szefostwa. A w ogóle to nikt mi nie wmówi, że zdrowe, wielkie i silne, kilkuset kilogramowe zwierzę nie dało rady wyrwać się grupce zgniłych i nieruchawych zombie. Biedny Buttons spokojnie mógł wyrwać do przodu, ale nie, twórcy musieli złamać widzom serce umierającym konikiem. ):< Strasznie zła o to jestem, bo w ogóle czemu jeszcze go zastrzelili na końcu, a nie od razu, jak tylko padł? Grrr.
    "z doświadczenia wie, że może przydarzyć się sytuacja, w której pojawi się ktoś, kto będzie chciał ją przejąć" – Bwehehehehehehehehehehehehehe. He he he.

    Reply
    • 16 marca 2015 at 23:33
      Permalink

      Może masz rację co do Sashy, ale ona strasznie panicznie zaczęła reagować. Z resztą od śmierci Boba jest niestabilna emocjonalnie i będzie pakowała się we wszelkie niebezpieczne akcje. Nie dziwię się, że ludzie z Alexandrii ją irytują, ale wydaje mi się, że spora cześć grupy ma podobne podejście, choć tego nie okazują.
      Co do reszty to mam wrażenie, że Rick bardzo mocno w nich wierzy, ale pewnie jak co do czego przyjdzie to ich wtajemniczy. Wydaje mi się, że Sasha pierwsza opowie się za Rickiem, myślę że na zdrowy rozsądek Abraham, Tara i Rosita nie będą mieli przeciw, Noah wydaje mi się strasznie niekomfortowo w Alexandrii czuć. Wydaje mi się, że Glenn i Maggie mogą być przeciwni, bo Maggie dała się oczarować Deannie i jej teraz z ręki.
      Ja myślę, że Daryl rozważa spróbowanie życia w Alexandrii. Spróbowanie, ale w razie czego dysponując motorem może odjechać w siną dal, gdzie mu się tylko spodoba. Poza tym po przemyśleniu – noszenie broni w Alexandrii otwarcie rozwali całą konspirę i po planie, bo Deanna prędzej umrze niż zmieni sielankowe życie swoich ludzi i pozwoli im pamiętać, że świat na zewnątrz jest tak jakby inny od tego, który pamiętają.
      Haha, doczytałam trochę o losach komiksowej Alexandrii i powoli wydaje mi się, że wiem, co się stanie w finałowym odcinku.
      A z Buttonsem to smutna sprawa i w ogóle dlaczego oni nie strzelali do tych zombie, kiedy one go otoczyły? Przecież jak wbiegli na polanę to jeszcze nie zaczęły go gryźć. Ale potrzebowali momentu żeby Aaron mógł sobie posmucić razem z Darylem.

      Reply
  • 22 marca 2015 at 21:43
    Permalink

    Sasha może rzeczywiście jest nieco zbyt roztrzęsiona i nie potrafi sobie z tym poradzić. Może coś z tego wyniknie, może wpakuje się w jakieś kłopoty przez to i ktoś zginie, a może po prostu będzie jej odwalać co jakiś czas, aby pokazać nam, jak bardzo chora jest aktualna sytuacja.
    Że się powtórzę, tak jak przy Aidenie – Noah, ehehehehe. Abraham jest żołnierzem, więc nawet gdyby sytuacja ku temu nie sprzyjała, to i tak pewnie opowiedziałby się za wersją siłową. Tym bardziej że już sam się przekonał, jak licho jest w Alexandrii jeśli o porządne zasoby ludzkie chodzi. ;d Rosita właściwie nie ma za bardzo charakteru więc pójdzie za innymi, Eugene tak samo, ale jego brak charakteru jest innym rodzajem braku niż w jej przypadku. ;d Tara może mieć dość i olać wszystko, niech robią co chcą. Maggie i Glenn mogą nie móc się opowiedzieć, racja, ale taki Glenn zawsze szukał pokojowych rozwiązań, chciał się dogadać, z niego raczej taki dyplomata jest. Cóż, zobaczymy jak się jego wątek względem tego komiksowego będzie różnić, bo to dosyć ważne jest.
    O tak, Deanna zdecydowanie trzyma swoich pod kloszem. Ale czy sama jest świadoma tego, jak właściwie teraz świat wygląda, czy sama jest ślepa na to co się dzieje dookoła, to nie wiadomo. Daryl, mimo iż dalej jest taki anty do ludzi, to już raczej nie jest na etapie porzucania grupy i tak sam by stamtąd nie odjechał. W ogóle zastanawia mnie, czy to miało być jakieś „wywrotowe”, że to właśnie redneck się zakumplował z gejami, czy po prostu chodzi o pracę zwiadowco-rekrutera i motor. No i konik, no tak, no nic tak nie zadzierzgnie męskiej przyjaźni jak śmierć zwierzątka, no nie? ;d

    Reply
    • 22 marca 2015 at 22:29
      Permalink

      Wydaje mi się, że po 14 odcinku Glenn będzie anty, Maggie może też zmienić zdanie.
      Przyjaźń rednecka z gejami jest przewrotna i pokazuje, że Daryl jako osoba bardzo mocno się zmienił w tej kwestii (Daryl z pierwszego sezonu zupełnie inaczej by reagował). A z drugiej strony tak jak twierdziłam połączyła ich kwestia bycia nieco poza nawiasem w Alexandrii.
      I tak teraz myśląc o Aaronie zrozumiałam jego postawę, dlaczego on nie poszedł na to przyjęcie – bo jako jeden z niewielu mieszkańców nie żyje pod kloszem i może go to udawanie, że wszystko jest okej i że świat się nie zmienił, nieco męczyć.

      Reply
  • 23 marca 2015 at 19:17
    Permalink

    Z Glennen nie wiadomo. Jak mu przejdzie wkurz i się uspokoi, to pewnie i tak będzie oponować przeciw przejęciu miasteczka. Nie wiem co by musiało się stać, żeby przekroczył granicę jak Rick.
    A no, niby dalej jest takim burkliwym mrukiem, i nawet we własnej grupie wciąż trzyma się nieco na uboczu, a charakter mu się jednak poprawił. A to z Aaronem to ciekawa uwaga, jakoś mi to nie przyszło to głowy. I właściwie masz rację, on spędza dużo czasu na zewnątrz, to wie jak to wygląda, choć pewnie nigdy się nie oddalał na naprawdę znaczne odległości od domu, no i on wie, jest świadomy tego jak świat się zmienił. Ta para dupków od wypadów też powinna taka być choć w małym stopniu, ale nie, im styczność z trupami jakoś oczu nie otworzyła ani ma milimetr. No jak to ludzie potrafią być różni. ;d

    Reply
    • 24 marca 2015 at 08:26
      Permalink

      Nie wiem, czy Glennowi przejdzie ten wkurz, bo w końcu to nie jest o byle co wkurz tylko o śmierć towarzysza, członka rodziny (bo tak traktuje się grupa Ricka) i że ta śmierć była wywołana bezpośrednim działaniem Nicka. To prawie tak jakby Nicholas wepchnął Noaha wprost w łapy zombie tylko żeby się ratować.
      Co do tego zaś, że Aiden i Nick zachowują się jak dupki i nadal mają zachowania sprzed tego wszystkiego – ja myślę, że to kwestia tego, że oni obaj żyją sobie w cieplutkiej, milutkiej Alexandrii i tylko robią sobie wypady, które traktują jako fajny sport, fajną zabawę. W przypadku zaś Aarona wydaje mi się, że on z tymi swoimi wypadami rekrutacyjnymi częściej bywa na zewnątrz niż w Alexandrii.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *