8 silnych literackich kobiet na 8 marca

Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet. W związku z tym, chciałabym opowiedzieć wam o moich ulubionych kobiecych postaciach – silnych kobietach, które zapadły mi jako czytelniczce w pamięć. Z życzeniem sobie i Wam, aby literaci nie bali się tworzyć silnych żeńskich protagonistek.

Luthien Tinuviel (J. R. R. Tolkien)

Wielu ludzi oskarża Tolkiena o to, że „Władca Pierścieni” to powieść, w której nie ma ani jednej liczącej się postaci kobiecej (Eowina się nie liczy, jest epizodyczna). Niewielu jednak zwraca uwagę, że Mistrz stworzył także jedną z najpiękniejszych historii miłosnych oraz jedną z najsilniejszych kobiet w historii literatury fantastycznej.
Krótkim słowem wstępu: Luthien jest córką władcy Doriathu – Thingola oraz jego małożonki, majery Meliany. Była nadzwyczaj piękna, a jej śpiew oczarował Berena i sprawił, że ten zakrzyknął Tinuviel, co znaczy „słowik”. Między nią a śmiertelnym Berenem wybuchła miłość, która była tak silna i tak wielka, że córka zignorowała zakaz ojca i wyruszyła na poszukiwanie ukochanego. Później stoczyła pojedynek z Sauronem, który wygrała, ratując życie Berenowi. Razem z ukochanym ruszyła na nieprawdopodobnie trudną i nieprawdopodobnie niebezpieczną misję odzyskania silmarilli z korony Morgotha. I wiecie co? Odnosi sukces. Częściowy, bo częściowy, ale sukces. A potem jeszcze w imię miłości wyrzeka się swojej nieśmiertelności.

Ania Shirley (Lucy Maud Montgomery)

Ania to bohaterka bliska wielu dziewczętom w wieku dojrzewania. To przede wszystkim postać bardzo silna, zdeterminowana i oddana swoim ideałom. Ania jako kilkunastoletnia dziewczynka nie daje się brutalnie zaczepiać Gilbertowi Blythe. Realizuje swoje marzenia – spełniając się w pracy jako nauczycielka, a potem jako żona i matka. Ania bez żalu oddaje się prowadzeniu domu, jej wybór nie jest podyktowany presją otoczenia.
Ważne, żeby pamiętać, że panna Shirley/pani Blythe jest postacią pełną ciepła i empatii, jest podporą dla swoich przyjaciół. To postać, która inspiruje, wciąż i wciąż, mimo że powstała na początku XX wieku.

Hermiona Granger (J. K. Rowling)

Hermiona to kolejna żeńska bohaterka, która inspiruje młodzież. Być może już wkrótce zastąpi ona w świadomości dziewczynek Anię Shirley. To postać przede wszystkim bardzo inteligentna, zdeterminowana i silna. Podobnie jak Ania radzi sobie świetnie z agresją płci przeciwnej oraz zachowaniami rasistowskimi. Jest cierpliwa, empatyczna i przede wszystkim silna, zwłaszcza pod względem psychiki. Harry i Ron wiele jej zawdzięczają, podobnie jak i spora część Gryfonów i członków Gwardii Dumbledore’a. To młoda kobieta, która radzi sobie z największymi przeciwnościami losu, no i jest chyba jedną z najlepiej napisanych postaci całej sagi, ośmieliłabym się nawet zaryzykować stwierdzenie, że to ona zasługuje bardziej na miano głównej bohaterki, niż Harry, bo to ona tak naprawdę jest liderką i inicjatorką wszystkich… inteligentnych pomysłów ekipy.

Mina Murray (Bram Stoker)

To postać, która przez większą część Draculi zachowuje się niesamowicie, reprezentując typ silnej protagonistki. Umieszczam ją na tej liście, mimo że autor postanowił zamienić silną, inteligentną i złożoną Minę w mimozę-Minę, która wymaga ratowania i nie potrafi skojarzyć dwóch faktów. Bram, mam nadzieję, że gdziekolwiek jesteś, słyszysz i odczuwasz moją irytację, tym co zrobiłeś Minie. Stworzyłeś ją jako błyskotliwą, rozumną i potrafiącą wyciągać wnioski kobietę, dorównującą (a nawet przewyższającą) inteligencją otaczających ją mężczyzn. I co potem zrobiłeś? Zabrałeś jej te wszystkie cechy, każąc rozmyślać nad tym, czy nie jest aby zbyt zmęczona, czy nie stanowi dla nich zbytniego obciążenia. Zabrałeś jej inteligencję i pamięć, każąc jej wierzyć, że objawy, które odczuwa (a które są identyczne z tymi, które odczuwała jej najlepsza przyjaciółka i które znała z lektury jej dziennika) to efekt przemęczenia i zmartwień?

Deanna d’Kellan (Robert M. Wegner)

Deanna wywodzi się ze specyficznej kultury, w której prawa i obowiązki kobiety sprowadzają się właściwie do rodzenia i wychowywania potomków. To bohaterka, która z jednej strony gotowa jest na przyjęcie tradycyjnej roli, ale z drugiej ćwiczy się w walce, trochę na przekór wszystkiemu. Kiedy ostatecznie okazuje się, że będzie miała marne szanse na zamążpójście – postanawia zostać mistrzynią władania swoim ulubionym orężem. A potem wyrusza w niebezpieczną podróż, na końcu której okazuje się, jak silną, zwłaszcza pod względem psychiki, jest postacią. Deanna pokazuje, że można być oddanym swojej kulturze, można być tradycjonalistą, a jednocześnie być silną i niezależną osbowowścią.

Alexia Tarabotti (Gail Carriger)

Alexia wbrew jej epoce, wbrew otoczeniu nie ma parcia na ślub. Mimo, że matka i siostry narzekają na jej staropanieństwo, bohaterka ani myśli poddawać się presji. Decyduje się na zamążpójście dopiero, kiedy spotyka miłość swojego życia, mężczyznę, który traktuje ją jak równą sobie, partnerkę w związku. To kobieta silna i żywiołowa, przekonana o swoich racjach i przede wszystkim zdeterminowana.  Kiedy musi udowodnić swoją niewinność – ruszy w podróż po Europie, by znaleźć odpowiedzi i przedstawić dowody na swoją korzyść. Alexia zawsze angażuje się we wszystkie swoje przedsięwzięcia z równym zapałem i energią, nie szczędzi wysiłków, by doprowadzić zaczęte sprawy do końca. Silna, inteligentna i niezależna, to trzy przymiotniki, które ja uosabiają.

Dora Wilk (Aneta Jadowska)

Sama się trochę zdziwiłam, że Dora wskoczyła mi do tego zestawienia. Ale może to dobrze, że mnie zaskakuje? Bohaterka Jadowskiej jest buntowniczką i to dość konsekwentnie kreowaną buntowniczką. Ciągle wprawia świat w osłupienie, ciągle nagina reguły i przekracza kolejne granice. Jest odważną i silną osobowością, nie boi się wyzwań, nie poddaje się presji (choć zdaje się ją odczuwać, zwłaszcza w kwestii związku i stabilizacji). Żyje pełnią życia, nie waha się walczyć w obronie słabszych i pokrzywdzonych, a przede wszystkim jest nie daje się stłamsić. Wraz z rozwojem cyklu zyskuje kolejne przymioty, które sprawiły, że zaczęłam ją odbierać jako Mary Sue, ale nie mogę odmówić jej prawa do bycia silną bohaterką. I silną kobietą przede wszystkim.

Jessica Jones (Brian Michael Bendis)

Jeśli myślicie, że Dora jest butnowniczką, to nie widzieliście Jessiki Jones. To definicja buntu, to chodząca wolność wyboru tego, co chce zrobić ze swoim ciałem i życiem. To kobieta silna, choć po przejściach, mająca definitywnie przekorny stosunek do życia. Jessika musi poradzić sobie z wieloma problemami i radzi, całkiem nieźle w przeciwieństwie do tego, co sama myśli. Patrząc na Jessikę można zobaczyć, nie ex-superbohaterkę, ale kobietę z krwi i kości, doświadczoną przez los.

 

Sharing is caring!

7 thoughts on “8 silnych literackich kobiet na 8 marca

  • 9 marca 2017 at 11:22
    Permalink

    Zestawienie bardzo ciekawe, część z tych bohaterek znam, a części w ogóle nie kojarzę. Czy mogłabyć napisać choćby imię i nazwisko autora, który popełnił daną postać? Łatwiej będzie mi je odnaleźć w literackim świecie.

    Reply
    • 9 marca 2017 at 12:55
      Permalink

      Tak kończy się pisanie postów z gorączką 😀

      O, poprawione!

      Reply
  • 10 marca 2017 at 14:56
    Permalink

    Ach, opowieść o Berenie i Luthien to jedna z moich ulubionych z Silmarillionu. Od siebie dorzucam zaś mocno współcześnie Zinzi December z „Zoo City” Lauren Beukes. Powieść może mnie nie zachwyciła wielce, ale protagonistkę zapamiętam na pewno.

    Reply
  • 21 marca 2017 at 17:30
    Permalink

    Nie wiem jak na innych, ale na mnie postacie takie jak Dora (i Yennefer, i cała reszta plejady „boChaterek fantazy”, zwłaszcza polskiej) przyprawia o niesmak. Mamy kobietę, ZAWSZE młodą i seksowną (lub przynajmniej wyglądającą na taką), której wszystko się udaje, bo ma jakieś „moce” z tyłka, a jej „siła” polega głównie na wrednym charakterze i języku godnym trzynastolatki chcącej zaimponować rówieśnikom w gimnazjum. Wszystko udaje się jej dzięki „mocom” a nie dobrym pomysłom czy ciężkiej pracy, bohaterowie drugoplanowi są oczarowani jej debilnymi, chamskimi odzywkami, a ona sama musi co najmniej kilka razy być: a) zgwałcona, żeby był angst (dla kobiet) i fanserwis (dla mężczyzn) b) uprawiać seks z losowymi bohaterami pobocznymi, żeby pokazać, jaka to ona nie jest „wyzwolona” (i dołożyć jeszcze kapkę fanserwisu) lub c) uprawiać seks z głównym bohaterem/swoim truloffem, oczywiście superciachem, żeby i panie miały trochę fanserwisu, po czym ochać nad nim i achać, jaki to on nie jest boski. Naprawdę świetny przykład dla nastolatek: musisz być pyskata (nie mylić z wygadaną, „spierdalaj” do każdego naprawdę wystarczy), uprawiać seks z kim popadnie i ładnie wyglądać, a będziesz fajna i będziesz kimś. Mhm, świetne przesłanie, tylko gdzie „siła” tych bohaterek i czym się to-to różni od omdlewających w ramionach Królewicza z Bajki mimoz? Chyba tylko tymi „mocami”…

    Reply
    • 21 marca 2017 at 19:34
      Permalink

      Powiem szczerze, że sama się sobie dziwię, ale będę bronić Dory. A właściwie prawa do własnego zdania.
      „Nie wiem jak na innych, ale na mnie postacie takie jak Dora (i Yennefer, i cała reszta plejady „boChaterek fantazy”, zwłaszcza polskiej) przyprawia o niesmak.”
      Na pierwszy ogień zestawiłaś ze sobą dwie zupełnie różne przedstawicielki dokładnie dwóch różnych podgatunków fantastyki.

      „Mamy kobietę, ZAWSZE młodą i seksowną (lub przynajmniej wyglądającą na taką), której wszystko się udaje, bo ma jakieś „moce” z tyłka, a jej „siła” polega głównie na wrednym charakterze i języku godnym trzynastolatki chcącej zaimponować rówieśnikom w gimnazjum. ”
      Zacznijmy od początku: czy bycie młodym i seksownym albo uważanie się za seksowną dyskredytuje bohaterkę i sprawia, że nie może ona być silną bohaterką? Czy posiadanie „mocy” otrzymanych (jak u Dory) lub wypracowanych ciężką pracą i latami ćwiczeń (Yennefer) sprawia, że te bohaterki nie mogą być silne? Dora owszem często pyskuje i nadrabia językiem (zwłaszcza tam, gdzie nie może inaczej), ale ma też sporo cech, które mogłabym uznać, za znamionujące silną bohaterkę, silną postać kobiecą.

      „Wszystko udaje się jej dzięki „mocom” a nie dobrym pomysłom czy ciężkiej pracy, bohaterowie drugoplanowi są oczarowani jej debilnymi, chamskimi odzywkami,”
      Owszem Mary Sue w Dorze jest mocna, ale autorka na koniec heksalogii pokazała raczej, że najwięcej Dora osiąga w momencie, kiedy musi poprosić o pomoc – i ona wie, że musi prosić o pomoc. Wie, że sama sobie nie poradzi ze wszystkim. Prosi o wsparcie, musi też więcej kombinować i główkować, nie rozwiązuje już problemów siłowo.

      „a ona sama musi co najmniej kilka razy być: a) zgwałcona, żeby był angst (dla kobiet) i fanserwis (dla mężczyzn)”
      o ile pamięć mnie nie myli do gwałtu żadnego na Dorze nie doszło.

      „b) uprawiać seks z losowymi bohaterami pobocznymi, żeby pokazać, jaka to ona nie jest „wyzwolona” (i dołożyć jeszcze kapkę fanserwisu)”
      jeżeli oparło się założenie fabularne (co niekoniecznie jest moim zdaniem dobre) na tym, że postać czerpie energię magiczną chociażby ze stosunków płciowych, to czemu by nie stosować się do tego? Problem z Dorą jest złożony i nie możemy odnosić go tylko i wyłącznie do tego, że uprawia seks z różnymi przypadkowymi bohaterami (pragnę zaznaczyć, że dzieje się tak chyba tylko w pierwszym tomie, potem wiernie trzyma się Mirona, choć kusi ją Baal i we śnie, manipulowanym na dodatek, uprawia z nim seks.

      „lub c) uprawiać seks z głównym bohaterem/swoim truloffem, oczywiście superciachem, żeby i panie miały trochę fanserwisu, po czym ochać nad nim i achać, jaki to on nie jest boski.”
      Dora owszem, acha i ocha nad Mironem, co zrobiło się tak słodkie, że aż zęby bolały. Ale zakochani tak mają. No i wreszcie – w ostatnich dwóch tomach jest tego ochania i achania sporo mniej, seksów tak jakby mniej.

      No i nijak tych trzech argumentów nie mogę odnieść do Yennefer.

      „Naprawdę świetny przykład dla nastolatek: musisz być pyskata (nie mylić z wygadaną, „spierdalaj” do każdego naprawdę wystarczy), uprawiać seks z kim popadnie i ładnie wyglądać, a będziesz fajna i będziesz kimś. ”
      Z tym znów się nie zgodzę – to nie jest nakaz. To raczej sposób na powiedzenie – jeśli jesteś pyskata nie zmuszaj się do tego, żeby być uprzejmą, bo bycie złośliwą i wredną „nie jest kobiece”. W drugim przypadku można odebrać to jako „to jest twoje ciało, możesz robić z nim co chcesz, włącznie z uprawianiem seksu z przypadkowymi mężczyznami” – pachnie mi to brzydko nakazem: „nie możesz uprawiać seksu aż do ślubu!”. Co zaś trzecie – mam wrażenie, że Dora nie zachwyca się swoją urodą i miała spore kompleksy. Albo mówiła, że miała swoje kompleksy i po prostu siebie zaakceptowała – i tu jest przykład dla dziewczyn – zaakceptujcie siebie, swoje ciało. Generalnie zakazywanie bohaterkom bycia ładnym pachnie mi tu jakąś skrajnością. I

      „Mhm, świetne przesłanie, tylko gdzie „siła” tych bohaterek i czym się to-to różni od omdlewających w ramionach Królewicza z Bajki mimoz? Chyba tylko tymi „mocami”…”
      Choćby tym, że nie czekają na swojego Królewicza z Bajki, a na przykład aktywnie go szukają. Pozwólmy mieć dziewczynom różne ambicje, pozwólmy im wybierać samym. Nie pakujmy ich w odgórnie narzucone przez społeczeństwo albo czyjeś widzimisię role.

      Reply
      • 21 marca 2017 at 22:06
        Permalink

        Może dwu różnych, ale dla mnie stanowią podobny archetyp postaci. Frodo, Luke Skywalker i Jon Snow też są z kompletnie różnych settingów, a jednak łączy ich bardzo dużo 🙂

        Nie, bycie młodą i seksowną nikogo nie dyskredytuje. Chodzi o to, że widać gołym okiem, że te postaci są bardzo mocno definiowane wyłącznie czymś, na co de facto nie zapracowały i miały na to znikomy wpływ (młodzieńczy wygląd). Niby z Yenefer sprawy miały się inaczej, ale (z tego co rozumiem) odmładzanie i wypięknianie czarodziejek było czymś defaultowym w ich zakonie i przechodziły one raczej serię operacji plastycznych niż np. serię ćwiczeń, które dałyby im urodę. A dlaczego uważam, że dużo zależy od ich wyglądu? Ze względu na ilość razy, kiedy jest to podkreślone w tekście, generalną ilość opisów wyglądu (np. ubioru i fryzury, a także procesu np. czesania i ubierania się, i wszystkie te detale dotyczące bujności włosów, kształtu piersi etc.), reakcje innych postaci na wygląd bohaterek, a także ilość mężczyzn nimi zauroczonych i kobiet, które im zazdroszczą. Skoro sam autor uważa, że opis np. kąpieli Dory czy Yenefer zasługuje na niemal osobny rozdział, mam nie brać urody za ich główny atut? Pomijając to, że w przypadku „Ostatniego życzenia” fakt, że co drugi męski bohater był zauroczony Yenefer zmieniał… hm, wszystko.

        W kwestii seksu nie chodziło mi o to, że bohaterka musi obowiązkowo zaliczyć wszystkie trzy opcje, tylko że występują one niejako zamiennie, a w utworze jest zawsze co najmniej jedna, najlepiej wiele razy. Np. Achaja (ją też wliczam w ten archetyp) nie ma truloffa, jest za to parokrotnie gwałcona i torturowana, Dora za to nie jest gwałcona etc. Nieważnie – chodzi o to, że takie bohaterki po prostu MUSZĄ być wplątywane w… powiedzmy, mało uzasadnione i częste sceny erotyczne, tylko dlatego, żeby czytelnik mógł sobie powyobrażać. TYLKO dlatego. To mnie właśnie boli, a nie to, że po prostu w książkach występuje seks.

        Kolejna sprawa: bycie złośliwą i wredną nie jest „niekobiece”, jest po prostu głupie i chamskie, i jeżeli ktoś jest bucem to żadna płeć go nie usprawiedliwia. Natomiast z tego co widzę, takim boChaterkom właśnie się to wybacza. Tam, gdzie facetowi ktoś dałby za pewne słowa po mordzie, o nich mówi się przeważnie, że „mają cięty języczek”. Z podziwem. Tak, mówią im to dorośli ludzie, którzy z takich tekstów powinni się śmiać. No ale cóż – prawdopodobnie problemem bywa tutaj głównie słabe pióro i pisarz próbujący pisać bohaterkę błyskotliwą, a piszący idiotkę.

        A kompleksy Dory z tego co pamiętam dotyczyły jakichś absurdalnych rzeczy, nie pamiętam dokładnie jakich, ale coś typu „mam za duże piersi, za smukła talię i kilka piegów”. NIKT nie ma podobnych kompleksów, a jeśli ma, to serio żadna powieść dla nastolatek mu nie pomoże.

        Jeszcze w kwestii „mocy” – Dora na swoje nie zapracowała, Yenefer niby zapracowała, ale wykorzystuje je w sposób… powiedzmy dyskusyjnie błyskotliwy, dużo więcej ugrywając wdzięczeniem się do wszystkich dookoła (tja, silna postać… Śnieżka też była silna, bo była ładna i miła? w pewnym sensie tak, ale „siłą” bym tego nie nazwała). Achaja jest opisana jako świetny wojownik, po czym dostajemy w twarz opisem, jak to umiera ze zmęczenia po przejściu kilometra (!) i dostaje w namiocie kocówę od bandy jełopów.

        Moja konkluzja: opisany przeze mnie archetyp boChaterki to po prostu seksistowski kontur głupiutkiej i wulgarnej pin-up girl z ledwie naszkicowanym „charakterkiem” (który jest pójściem na łatwiznę i pokazuje, jak bardzo autorowi nie chciało się wymyślać im ciekawej osobowości), dużymi balonami i przeznaczeniem, by upchać w fabułę jak najwięcej pościelówek z nią w roli głównej.

        Żeby nie wyjść na starą dewotę, co to tylko narzeka na ładne nastolatki z bogatym życiem erotycznym ustawię w opozycji do naszych boChaterek np. Daenerys Targaryen czy Cersei Lannister. Bohaterki i ładne, i seksowne, i o wręcz przebogatej osobowości, w dodatku naprawdę mogące uchodzić za silne. Widać, że obie mają jakieś życie wewnętrzne, umiejętności i przywary, że potrafią planować, myśleć i działać tak, jak nie powstydziłby się bohater męski. Więcej? Chociażby Ginny z Pottera, Scarlett o’Hara, prawie każda bohaterka z powieści Pratchetta…

        Żeby nie było: z Twojego zestawienia czepiam się tylko Dory. Reszty albo nie znam, albo popieram 🙂

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *